Poezja o Zonie

Poezje, pieśni, fraszki, liryka.

Moderator: Realkriss

Re: Poezja o Zonie

Postprzez PrzemoC w 21 Gru 2009, 21:23

Jak każdy inny przybył tu,
szukając szczęścia i zbawienia.
Wyrwany z beztroskiego snu,
życzmy mu lepiej powodzenia...

Przyszedł tu w młodości swej,
w gorliwości i nadziei.
Nie znajdzie tego, czego chce,
lecz jego życie się odmieni.

I choć nie zdechnie tu jak pies,
nie sczeźnie jak cuchnące ścierwo.
Nie będzie na przód jak szczur biec,
w wyścigu zachowując bierność.

Nie będzie także żyć jak król,
jak milord do południa leżeć.
Dowie się śmiałek, co to ból,
częściowo stanie si.ę jak zwierze.

Złamie się upór niczym chrust,
odwaga stępi się jak klinga.
Strach do ogarnie jakby mróz,
a instynkt zabrzmi jako cymbał.

Usłyszy, jak go wzywa sen,
a uczuć sidła się zakleszczą.
Nim minie nic, nim minie dzień,
Zona wyszczerbi go jak brzeszczot.

Zanim odejdzie w sina dal,
Ona wypaczy go jak mięso.
I skoroduje chłop, jak stal,
co się nie zdarza wcale często.

Lecz wiedział, że się zetrze w proch,
i że przykryje się udręką.
I gdy postawił pierwszy krok,
coś w jego charakterze pękło.

Gdy wracał, nie zasmucał się,
czekali bliscy już u płotu.
Zawczasu zdecydował się,
dalej nie było już odwrotu.

Tylko licho, mrok i śmierć,
nienawiść oraz zatracenie.
Wy, którzy zamierzacie wejść,
to będzie dla Was ostrzeżenie.


Wczorajsza bezsenność. 30 min początkowej zwiechy, 40 min pisania. Ostatnia strofa
wymyślona teraz, bo mi czegoś brakowało. Ponownie zachęcam do wymyślania tytułów
lub chociaż komentowania. I tak poprzedni mój ulubiony :P
"Każde słowo jest jak niepotrzebna plama na ciszy i nicości." -Samuel Beckett
Ale, z drugiej strony, on to powiedział...
Awatar użytkownika
PrzemoC
Beta Tester

Posty: 444
Dołączenie: 31 Sty 2009, 15:27
Ostatnio był: 19 Cze 2022, 12:45
Miejscowość: Everon
Frakcja: Naukowcy
Ulubiona broń: SIP-t M200
Kozaki: 13

Reklamy Google

Re: Poezja o Zonie

Postprzez PrzemoC w 07 Sty 2010, 16:50

Prawie tydzień temu już napisałem, ale nie miałem czasu żeby przepisać.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wyszła mi raczej piosenka. Tylko muzyki brak.
W sumie wydaje mi się ok, ale na początku brakowało mi jeszcze jednej strofy.
Tytuł, muzykę czy 3 zwrotkę możecie wymyślić :wink:

Pieśń I

Przypowieść będzie to, lecz nie biblijna,
Śmierć nasza będzie taka, a nie inna.
Bo my nie patrząc ni na rady, ni przestrogi,
My wybraliśmy wypaczone, kręte drogi.
Co zaprowadzą swoich śmiałków do nicości,
Do paranoi i zdziczałej samotności,
Do wypalenia, bólu, strachu i rozpaczy.
Kto na nie wkroczy, temu Zona nie wybaczy.
I skręci z siłą wielką do ostatniej kropli,
My oszukani, my w padole, nie na grobli!

Przypowieść będzie to, lecz nie biblijna,
Bo nasza droga jest od Waszej inna,
Bo my nie bacząc na swe opuchnięte nogi,
My się wspinamy na radioaktywne stogi.
Co nam pozwolą widzieć ziemię tę w miłości,
I szukać w niekontrolowanej namiętności,.
Sen czy zmęczenie, to dla nas nic nie znaczy,
To chleb powszedni, nie atrakcja dla kopaczy!
Nie czując leku, i nie mając żadnej fobii,
lecz z manią w oczach, tak widzialną mimo gogli.

Przypowieść skończy się niczym biblijna,
Nauka, nie reklama komercyjna!
Aby odrzucać nieosiągalne wymogi,
Co doprowadzą nas do ostatecznej trwogi.
I by wystrzegać się manii wielkości,
I być człowiekiem, nie odrzucać swej godności.
By unikać szachrai i partaczy,
Z nimi żaden swej starości nie zobaczy.
I by móc wyrzec się Oskarów oraz Nobli,
I żyć z honorem, nie wypuszczać z rąk chorągwi.
"Każde słowo jest jak niepotrzebna plama na ciszy i nicości." -Samuel Beckett
Ale, z drugiej strony, on to powiedział...
Awatar użytkownika
PrzemoC
Beta Tester

Posty: 444
Dołączenie: 31 Sty 2009, 15:27
Ostatnio był: 19 Cze 2022, 12:45
Miejscowość: Everon
Frakcja: Naukowcy
Ulubiona broń: SIP-t M200
Kozaki: 13

Re: Poezja o Zonie

Postprzez SaS TrooP w 12 Lut 2010, 23:29

Zaznaczam, iż piszę prozę na co dzień, ale tutaj macie moje wypociny, oba z nudnych lekcji polskiego:

1. O Doktorze Hiszpanie AD 2010 - to parodia, ma być raczej śmieszna.
Oryginał tutaj...

Doktor nas olał, idzie sobie spać,
Co za koleś - nie chce z nami chlać!
Dajcie spokój, potem doń zajdziemy,
Wprzódy jeszcze parę wypijemy.
Z "Sobieskim", do szturmu, błyskiem idziemy,
Razem z naszym kumplem wnet sobie chlapniemy!
Stop pod drzwiami, tu wrzask "Otwierać, CBA!!"
Doktor przerażony, w gacie nagle sra.
Jedna nie uradzi, dali mu pół litra,
Doktorek wypija i jak się nie skitra!
Do kibla podbiega, w muszlę wsadza głowę
Zarzygał kibel, deskę nawet podłogę.
Bez życia pada, na brudną ziemię.
Zostawmy go - niech w kiblu przedrzemie...


A tutaj drugi wiersz, w zasadzie pochwała. Moja pierwsza (i prawdopodobnie ostatnia) próba z rymami krzyzowymi, w których dobry jest PrzemoC.

O Afghanie!

O, Afghanie! Perło Hindukuszu wspaniała,
mieniąca się o poranku niczym genialny
klejnot, co by twa światłość ludzi zalała!
Ty, co wiekiem dla ludzi jako szlak upalny,
lecz droga twoja Wschód z Zachodem,
a nawet Południem łączyła, szranki ludzkie
przez handel zjednoczyła mimochodem.
Przez ciebie przepływały towary faludzkie,
bagdadzkie, mosulskie, basrańskie i innych wiele,
nie zapomnieć o włoskich, francuskich, hiszpańskich a nawet
pekińskich, hajnańskich, hanojskich towarów wesele.
To wszystko przez ciebie przepływało na ogromie wozów i lawet.

Lecz arab sięzjawił, człowiek zbyt zacofany,
kiszłaki zbudował, meczety, minarety wysokie,
jakby chciał przewyższyć siłę Hindukuszu, idiota zadufany.
A On patrzy, historią obdarzony na te w dole tłumokie
ludy i śmieje się z was, Ludzie Półwyspu i gardzi wami.
Nauczony doświadczeniem, twardy, bo niedoceniany.
Alexandros ho Tritos ho Makedon! - i walczyli z ludźmi z głowami
ubranymi w niedźwiedzie i przejść chcieli, nie jeden miecz złamany.
No a Araby - że niby się w ciebie wchowali,
czy aby na pewno? Negować to chciałem,
bo od czasu jak tam są nie jeden raz do siebie strzelali
i się siekli. Inne narody - no cóż, przyznać musiałem
pokój nieść chciały i handel przywrócić,
może przez wojnę, ale jak przekonać Araba,
żeby go rozjaśnić, żeby na myślenie zawrócić
inaczej niż bronią? Nie ma szans, pewna zwada!

I teraz pół świata siedzi w tobie,
bo ty spokoju nie zaznasz przez lata.
Nie jeden mąż u Ciebie leży w grobie,
syn ojca mordował, a brat brata.
I wiekami się ciągnąć będzie ta zwada,
bo nad tobą Perło leży klątwa sroga
pełna męki, cierpienia, trupów łuna blada.
A szkoda, bo piękność w tobie mnoga,
lecz głupota ludzi gardzi twoją siłą,
którą skrzętnie skrywasz przed nami
i dlatego jeszcze dla wielu będziesz mogiłą
i latami, wiekami niespokojna, dziurawiona kulami.


Dziękuję...
SaS TrooP
Ekspert

Posty: 862
Dołączenie: 22 Gru 2007, 21:43
Ostatnio był: 07 Cze 2019, 01:47
Miejscowość: Wodzisław, Silesia
Frakcja: Najemnicy
Ulubiona broń: FT 200M
Kozaki: 14

Re: Poezja o Zonie

Postprzez SaS TrooP w 28 Maj 2010, 18:39

Dobra, dziś sobie grzebię w szafce, gdzie trzymam sprzęt do szkoły. Zbliża się czerwiec i dziewiąta rocznica wydania OFP. Kopę lat! Przypomniałem też sobie, że pod koniec podstawówki miałem największą fazę na OFP, wtedy zakochałem się w tej grze. Miałem jakieś, bodaj, 12 lat? Może max. 13.

I przypomniałem sobie, że w tym czasie napisałem - teraz będzie dobre - poemat o tejże grze. Tzn. nigdy go nie dokończyłem, choć zawsze mówiłem sobie, że to zrobię, aż w końcu to olałem.
Dziś jestem, można powiedzieć, zawodowym pisarzem i nieco rzadziej poetą, ale to były moje zupełne początki. Wiecie, w końcu byłem zupełnym dzieciakiem jeszcze wtedy i czytając ten poemat dziś, jak go z tej szafki wygrzebałem ma mieszane uczucia. Z jednej strony pośmiałem się, ponieważ niektóre texty wymiatają ( czym zainteresowani przekonają się już za chwilę). Z drugiej zaś strony, poemat ma zaje*istą długość 7 stron A5, wszystko pisane rymem parzystym, z różną jednak liczbą sylab, brak średniówki (cecha wierszy klasycznych, a ja takich raczej nie pisuję).
Z rymów - jak na te czasy - mogę być dumny. Brak co prawda rymów daktylicznych (z końcówką "się"), ale mam rymy składane, męskie, żeńskie, niegramatyczne, acz jednak gramatyczne, czyli te najprostsze, królują.

Wiem, co forumowicze czasem (zawsze?) o mnie sądzą, ale ten utwór miał być napisany na czerwiec 2007 roku najpóźniej. Ja zaznaczyłem, nie dokończyłem go, acz miejsce przerwania od biedy można uznać za pewny ending.
Teraz to dzieło śmieszy, ale poniekąd jest ono dla mnie ważne. Dlatego też nie chcę skazać go na zapomnienie.

Jeśli chcecie, poczytajcie sobie, nie widzę przeszkód w pośmianiu się. Pytanie jednak mam jedno: czy powinienem poemat dokończyć?

Za znakami // są moje komentarze, głównie ironiczne, ale nie tylko. Dopisałem raptem parę słów, reszta konstrukcji jest absolutnie niezmieniona względem oryginału.
PS: Wrzuciłbym w spojler, ale chyba tekst jest za długi.


:

Ludzie z BISu do pracy się wzięli
dużo planu, mało grafiki - robotę zaczęli
UAZ, Abrams, silniki w ruch
Everon, Nogova zamieniona w puch.
Montignac, Lipany, walka ostro wre.
Oh, jakże ranią kule me! // XDDDD
Za barykadą klęczę schowany,
za mymi plecami płoną Lipany,
Trzy BMP, 2 T-72,
powoli wstaje, w ręku mam LAWa
Zaraz się zacznie ognista zabawa!
Efekt Johna, ogień i dym
istotę ognia ukazuje oczom mym // xDDD
Nadciąga piechota, oddział mój niszczy
Lasem uciekam do Małej Wioski zgliszczy.
Bagnem, polaną, polem i lasami
dwa bataliony biegną za nami
Kumpel już dostał, już kumpem nie żyje //jakby nie dotarło : D
Za niego skopię ruskom ich durne ryje!
Wsparcie przybyło, helikoptery,
lecą na ruskich Hellfajery.
Już mnie nie gonią, już wraki zostały,
niedobitki czerwonych biegiem stąd wiały.
Dotarłem do miasta. Pusto tu wszędzie,
ruszam szukać swoich w pędzie.
Wybiegam na plac - Jezu! Nie żyją wszyscy!
Czerwona Gwiazda za mną błyszczy.
Już mnie mają, już idę na pole
bez oporu, pokornie spełniam ich wolę.
Już gotują broń, czy oni chcą mnie zastrzelić?
Mój Boże, głowę chcą mi rozpierdzielić! // To jest ku*wa bezbłędne : D
Ale co się dzieje, rosjanin dostał!
trzeci, czwarty, siódmy - jeden został.
Kule z lasu śmigają całymi seriami
A ja - bez broni - przygląda się starciu między armiami.
Patrze co mają - czeskie kaemy
Z lasu wychodzą trzej riflemeny // ciekawy neologizm
"Uratowaliśmy cię, chodź z nami do dowódcy",
powiedzieli insurgenci po krótcy

Do lidera guerilli przybyłem
zaraz się umyłem i do konwersacji gotów byłem.
"Dobrze, że znaleźliśmy was w ostatniej chwili,
Gdyby nie my, już byście martwi byli".
"Przeca byłem sam, gdy pomogliście mi!"
"Wcześniej uratowaliśmy innego, on opowie ci."
Soldat USA namiot opuścił
okulary na nos spuścił,
zasiedliśmy przy ognisku,
rozpoczął głoem bliskim pisku: //Kastrat?
"jestem Hendley, dowódca wojskowy"
mówiąc to ściągnął okulary z głowy".
"Biłem się ostro, jak lew walczyłem,
mimo wszystko cały oddział straciłem." //zaprawdę, długa opowieść
"Nic! Na misję wyruszać już czas."
W obozie odpowiedział mu adiutanta bas:
"Żołnierze, czy jesteście gotowi,
by odbić ziemię naszemu wrogowi!"
Żołnierze odkrzyknęli: "tak, tak tak!"
Unieśli broń, na gotowości znak.
"Do Levie dziś ruszymy,
opracować plan musimy..."

W małej wiosce Levie w gotowości czekamy,
stan armii wroga dokładnie sprawdzamy.
"T-80 zniszczony!",
nasz lider wrzeszczy rozwścieczony!
"Ruszać, na bój! Drodzy wojownicy!"
"Szybko, zniszczyć ich! To bojownicy!"
Zakrzyknął oficer ruski,
ale dostał. Z mej rifli wypadają łuski.
Z bazy UAZ przyjechał na wsparcie,
czterech nowych wspiera wroga kontrnatarcie
Rakiet RPG mamy mało, ale nie brak PK
Kul jest więcej, niż ruscy piją wódki miast mleka.
Ruscy od kaema padają jak muchy,
Krzyczy lider guerilli: "Ruchy, ruchy!"
Ostatni czerwoni odpadli już z gry.
"Zabezpieczyć wioskę. Już! Armstrong! Ty!
Zaraz dojedzie wrogie wsparcie!
To nieuniknione starcie!
pochwyć jakąś ruską rakietę bez liku!
Powal mordercom po silniku!
My za ten czas ukryjemy cywyli
by ich wrogowie nie rozwalili!" // ew. powalili było w oryginale
W ten czas już tkwię z rakietą pośrodku drogi.
Już widzę. Myślę: "Witaj, trucku drogi!"
Już grymas i agresja wykrzywia mi usta,
już rura rakiety pusta,
A Ural już w ogniu stoi,
od strasznych wrzasków w nim się roi!
"Szybko, właź na sześć kół!
Rusz dupę, łazisz jak wół!"
Do trucka wszyscy się wpakowaliśmy,
z Levie z cywilami wyjechaliśmy.
Kilometr za wioską przy drodze stajemy,
Dupę w troki pod górę bierzemy.
Jednak kolejny Ural na ogień nas bierze!
Wysypują się z niego liczni żołnierze!
Dwójka nasza postrzelona,
noga lidera nieźle rozwalona!
Nie na jaja się wku*wiłem!
Z połową ruskich się rozprawiłem.
Już rakietę w ręku trzymam,
usta w wrogim akcie wydymam. //teraz nieco poprawiłem
Rakieta z lufy wypada... //lufy...
Jednak szybko opada!
Najgorsze przeczuwam, leci potu fala,
centymetr przed ziemią rakieta zapala
W Urala rypła szwarnie! // Szwarnie!
Jak wyglądają ruskie marnie!
Lecz coś się dymi na horyzoncie,
BMP-2 pojawił się na froncie!
"Leżcie! Teraz was osłaniam!"
Ostatniego z resistens przeganiam // bo wiecie, FIA może uciekać na leżąco
"Chodź tu, dupku je*any!
Na partyzantkę sobie nawalamy?!" //Battle taunt FTW!
Dowódca APC musiał czuć zdziwienie,
gdy przez chwilę poczuł w wieży (...) // Fragment jest nieczytelny; "w wieży drobne za gniewę?" - tak wygląda, na pewno jest źle.
Potem nie poczuł już nic,
kierowcę zaś uratował tylko pic.
Na górę się wspinam,
transporter wspominam.
Lecz moi czekają,
przy drzewie dowódcę naprawiają.
"Spokojnie Armstrong, to ścięgno tylko!
Wyłaź ze mnie, pieprzona szpilko!"
SaS TrooP
Ekspert

Posty: 862
Dołączenie: 22 Gru 2007, 21:43
Ostatnio był: 07 Cze 2019, 01:47
Miejscowość: Wodzisław, Silesia
Frakcja: Najemnicy
Ulubiona broń: FT 200M
Kozaki: 14

Poprzednia

Powróć do Radosna twórczość

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość