Jakoś tak ostatnio obejrzałem ten film (nie wiem kiedy, straciłem w tym tygodniu orientację w czasie

). A oto streszczenie tego
niesamowitego dzieła.
Grupa Amerykanów wybiera się do Europy (tego małego państwa w Afryce), a jeden z nich proponuje im wyprawę do Strefy. Z niechęcią, ale to przyjmują, po czym wybierają się do podejrzanie wyglądającego Jurija.
Gdy docierają do granicy Zony (która znajduje się tuż pod Prypecią) napotykają problem: wojsko ich nie wpuszcza. Normalny człowiek poczekałby, aż konserwacja się skończy (albo zrezygnowałby), ale oni MUSZĄ odwiedzić opuszczone miasto, więc przejeżdżają przez opuszczony posterunek kawałek dalej.
Gdy już przebywają w Prypeci, podczas zwiedzania prawie zabija ich niedźwiedź, ale to nie problem. Problem to to, że COŚ pogryzło kable w samochodzie (jak weszło do środka?). Czekają do nocy, gdy atakują ich słodziutkie pieseczki, a gdzieś w oddali uaktywnia się burer. W międzyczasie bohaterski Jurij wychodzi z furgonetki, po czym zabijają go wcześniej wspomniane słodziutkie pieseczki.
Bohaterowie (każdy Amerykanin to bohater) czekają do rana i postanawiają wyjść. Uciekając przed nibypsami znajdują POTRZEBNE KABLE i to w dodatku z TEGO SAMEGO MODELU SAMOCHODU. Wracają do domu w starym autku, a tu znajdują je rozwalone i z nagraniem przedstawiającym śmierć dwójki pozostawionej tam (że też akurat pomyśleli o włączeniu kamery).
Tu się dzieje coś złego! Trzeba pójść do żołnierzy, by nas dobili! No to idą, podchodzą do schodów do podziemi, aż nagle widzą Almę czy Delmę. Amerykanie jednak ją zrusyfikowali i teraz nosi tradycyjny rosyjski strój. Podchodzą do niej (a przecież od samotnych dziewczynek w horrorach się ucieka, bo są ZŁE), ale przerywają im zombie (nie zombifikowani stalkerzy!). No to uciekają w świetne miejsce - PODZIEMIA PRYPECI.
Biegną, robią wszystko, by przeżyć. Umiera dwójka ludzi. W pewnym pomieszczeniu znajdują coś żywego i zawiniętego, co główny bohater uznał za swojego brata. Niestety, był to karlik (a może karzeł?). Biegną dalej. W pewnej chwili orientują się, że promieniowanie przekracza skalę, ale biegną dalej. Walka z zombie (wygrana).
Po dalszym biegu orientują się, że podczas pokonywania najwyżej 200-metrowgo dystansu dotarli do elektrowni (bo właśnie z niej wyszli). Mają pecha. Tuż przy nich jest patrol Monolitu, który zabija chłopaka bohaterzycy, a ona uchodzi z życiem ("Niewiasty nadają się dla Mych wiernych, albowiem w Strefie ich nie ma." - Księga Monolitu, rozdział drugi).
Budzi się u naukowców (na pewno nie w Jantarze, bo za dużą mieli siedzibę). Tamci tłumaczą jej, że pomogą, a także informują, iż zombie to
pacjenci, którzy uciekli. Oczywiście pacjenci z chorobą popromienną, która oprócz biegunki i wymiotów wywołuje niepohamowaną potrzebę pożerania ludzkich mózgów.
W końcu wrzucają ją do ciemnej sali (wywieźli ją za zachodnią granicę?). Chwila pełna napięcia...
I ATAKUJĄ JĄ ZOMBIE! MUAHAHAHAHA!!!