przez El Diablo w 21 Paź 2011, 01:27
W poniedziałek 17.X. między 7, a 8 rano powiesił się jeden z moich najlepszych kumpli. Znaliśmy się od przedszkola, cała podstawówka w jednej ławie, szkoła średnia tak samo, praktyki w tej samej firmie, po prostu można z nim było konie kraść, razem pakowaliśmy się w kłopoty i razem z nich wypełzaliśmy, po prostu nie było na nas mocnych, mogłem z nim pogadać o wszystkim, często ludzie mówili że jesteśmy jak bracia bo tyle nas łączyło, potem jak to często bywa ludzkie drogi idą w różnych kierunkach, jego droga okazała się dość dziurawa, picie, czasem dragi, lewe interesy, potem pół roku w pierdlu za długi których nie był w stanie spłacić, ale kiedy udawało nam się spotkać gadało nam się jak za starych dobrych czasów, a jutro o godzinie 11:00 zobaczę go ostatni raz w drewnianej skrzyni, zjeżdżającego 2m po ziemię. Co się stało? Odpowiedź zna tylko on i zabrał ją ze sobą do grobu. W mojej pamięci pozostanie na zawsze pozytywnie ześwirowany "Sopel" z którym zeżarłem nie jedną beczkę soli.