Moją przygodę z
Thorgal'em zacząłem w wieku 11 lat. Byłem wtedy chorowitym dzieckiem i podczas jednego z dłuższych zimowych pit-stop'ów w łóżku, poprosiłem starszego brata, żeby poszedł do biblioteki pożyczyć
Kajko i Kokosza. Wrócił, ale oprócz tego przyniósł jakiś inny komiks. Na okładce widniała twarz kobiety, do połowy zakryta burzą rudych włosów. Po prawej jakiś olbrzym walczył z brunetem ubranym w niebieską tunikę i futro. Przeglądnąłem pobieżnie i uznałem, że to jakaś chała. Styl rysowania skądś pamiętałem, bo parę lat wcześniej widziałem u kuzyna
Krainę Qa i byłem w posiadaniu komiksu z serii
Historia Polski -
O Piaście Kołodzieju. Nuda wzięła górę nad grodem Mirmiła i wieczorem, leżąc w łóżku byłem już myślami w Northlandzie.

Wczesny styl rysowania Rosińskiego i naprawde genialny świat wikingów. Mroczny, pełen lodu, śniegu, brutalności, dzikich zwierząt. To była świeżość i odmiana, której potrzebowałem. Od tego czasu regularnie wypożyczałem inne części, aczkolwiek bez zachowania chronologii. Obecnie jestem szczęśliwym posiadaczem 21. odcinków, w tym jakże nielubianego
Statku miecz.
Zgodzę się, że czas świetności serii to odcinki od
Zdradzonej czarodziejki do
Władcy gór, że od tego czasu można zauważyć jakąś niedbałość w rysowaniu Grzegorza Rosińskiego, powtarzalność wydarzeń i przygód. Ostatnie odcinki z Yves'em Sente'm w roli scenarzysty są mniej ciekawe. Również grafika - zmiana z kreślenia plansz na ich malowanie, moim zdaniem nie wyszła na dobre. Niby ciekawa odmiana, ale nie widać w tym już ręki Rosińskiego, lecz zaczyna to przypominać podrzędną historyjkę, w hamerykańskim wydaniu. Moim zdaniem seria
Thorgal powinna zakończyć się na 30. odcinku. Co za dużo, to niezdrowo. Wymyśl coś nowego, Grzesiu.