Zaczęło się od feministek, a skończyło na taboretach

W sumie jeden ch...
Jeśli chodzi o pytanie o dzieciaka w pracy, to jest ono jak najbardziej uzasadnione, jeśli chcą kogoś obsadzić na etat z długotrwałym zadaniem, to muszą zapytać, a kiedy jest to łatwo zastępywalne stanowisko biurowe, jest inne podejście.
Nie widzę problemu.
Kiedy szukałam pracy, na rozmowie kwalifikacyjnej powiedziałam dyrektorce, że sama wychowuję dziecko.
Okazało się, że ona także i wiedziała, jaki to wysiłek, mieć jedna pensję na cały dom. Przyjęła mnie do pracy w ramach kobiecej solidarności i ludzkich uczuć.
Bo była feministką? Nie, po prostu normalnym, współczującym człowiekiem.
Feministki to dziś albo wąsate babiszony samotne przez swój wredny charakter, albo gówniary, co mają dupy wołowe zamiast mężczyzn w domu, piorą pieluchy w jakichśtam skorupach orzechach i piją sok z selera.
Żadna zdrowa psychicznie kobieta posiadająca normalną relację i prawdziwego faceta w domu nie będzie zawracała sobie dupy feminizmem.