Pangia napisał(a):Alchem, ale przecież ja pracuję na sortowni, więc wrzuciłem nas – ludzi, których praca wg Uniego jest bez sensu – do jednego worka nie bez powodu.

Ale pierdo*isz

Póki robisz coś, czego nie potrafi maszyna, jesteś potrzebny. Jeśli maszyna to potrafi, stajesz się zbędny. Ale i tak -> prawa robotyki, kontrola maszyn przez ludzi.
Ogród mnie dzisiaj wku*wił, a właściwie eksplodowała z dawna narastająca niechęć do zielonego gówna. Róża pełzająca po ścianie zasłoniła talerz satelity i przy "mżawkowej" pogodzie ciągle przerywa dziś sygnał. Mnie telewizja wali, ale matka z siostrą chcą oglądać a to film, a to serial, a to "szoł" z "gwiazdami" robiącymi cokolwiek. Posiłowałem się z drabiną (pół warsztatu zaje*ane narzędziami najgorsze), wytargałem ją, rozłożyłem, postawiłem i nagle słyszę "nie obcinaj tej róży, bo zaraz będzie kwitnąć". Kuuuuurwa... Wokół domu jest trzydzieści różnych trawniczków po pół metra kwadratowego, więc koszenie tego zajmuje z godzinę i więcej, zamiast góra dziesięć minut. Kwiatków i klombów napie*dolone tyle, że poczuć się można jak w ogrodzie angielskim - tu skalniak, tam skalniak, gdzie indziej jaskiniowiec. Tu gryczpan, tam bukszpan, tu i ówdzie bluszcz. Tego nie można, tego nie można, bo to i tamto zniszczysz. Ja rozumiem - ładny ogród, ale to jest szalenie niepraktyczne, a dla mnie estetyka częstokroć wątpliwa. No, zresztą to samo w kuchni - w szafce na gary te nie mieszczą się, bo 3/4 zaje*ane tymi, które są używane raz na rok lub rzadziej. Ale nie można wynieść do piwnicy, bo "się przyda".
Szlag, czasem chciałbym się już wyprowadzić, ale w mojej sytuacji albo wyprowadzka, albo studia, połączyć ni ch*j się nie da. Między innymi przez moją osobowość - współlokatorzy doprowadzaliby mnie do szału swoimi nawykami, bom niby lelum polelum, ale jak się wku*wię, to rzucam talerzami i sztućcami celując w łeb. No i współlokatorzy nie praliby mi skarpet
