przez wobes w 24 Lip 2011, 17:32
Widzę, że większość widziała feministki tylko w tv lub na łikipidii. Znam kilka takich kobiet, i powiem tyle: one mają głęboko gdzieś walkę o jakieś prawa, przywileje itp. Są niezależne, pracują na kierowniczych stanowiskach, mają kasę, jeżdżą drogimi samochodami, zwykle nie myślą o dzieciach, rodzinach itp. sprawach. Na facetów bardziej patrzą jak na partnerów do interesów lub osoby do towarzystwa. Te które mają rodziny, opierają swój związek na współpracy partnerów, bez jakiegokolwiek podziału obowiązków. Jeśli widzą, że robienie czegoś godzi w ich godność, bądź czyni z nich ofiarę bycia kobietą, to nie robią tego. A te które krzyczą na manifestacjach, publikujące na blogach artykuły o prawie, to tylko zwykłe krzykaczki. Tak jak np. stoczniowcy, górnicy i im podobni nieudacznicy potrafiący jedynie łazić grupowo po ulicach i drzeć mordy. Prawdziwe feministki są dużo bardziej skuteczne, częściej działają w oparciu o spryt czy wiedzę niż jawne okazywanie poglądów, i zwykle osiągają sukces. Bo ktoś kto się szanuje, zwykle wie, że im mniej naśladownictwa i trzymania się z kreującymi negatywny wizerunek, tym więcej można zdziałać.
Niestety w Polsce większość kobiet patrzy na siebie przez pryzmat swojej roli w rodzinie. A przecież one same tą drogę wybrały. A bycie "matką-polką" jest sprzeczne z feminizmem. Tak więc na serio można traktować feministki, które naprawdę wiedzą czego chcą, są z tego dumne, a nie tylko w nieudolny sposób głośno manifestują poglądy podchwycone od innych.
Co do jawnej walki, to faktycznie, są dwa fronty na których można zrozumieć ich walkę i o których wspomniał Woland: dyskryminacja przez pracodawców (w dużej mierze skutek szkodzącego wszystkim kobietom negatywnego wizerunku "matki-polki" tworzonego przez liczne kobiety widzące w sobie ofiarę od czasów komuny, czyli pracownika biorącego ciągle wolne, przynoszącego straty pracodawcy, bo zachciało mu się dzieci) i aborcja. Inne cele jak np. miejsca na listach wyborczych są sztuczne, bo tu bardziej liczy się chociażby "siła przebicia", a nie płeć i trudno mówić o dyskryminacji.