Oczywiście, lecz kusza rzadziej się psuje (bo mało co tam może się popsuć w sumie), zaś amunicję można robić z chociażby drewna dostępnego w Zonie. Już lepszym wyjściem byłaby broń na amunicję ołowianą, bowiem ołów można odlewać w surowych warunkach polowych. Pamiętajmy, że Zona to teren zamknięty i wizja, że każdy kupiec ma hangar pełen amunicji wszelakiego rodzaju, jest idiotyzmem.
HCNOPS napisał(a): amunicję można robić z chociażby drewna dostępnego w Zonie.
Też racja - chociaż z drugiej strony źle zrobiony bełt nie trafi do celu, nawet mimo dużej prędkości... Podobnie ze strzałami własnej roboty.
HCNOPS napisał(a):Już lepszym wyjściem byłaby broń na amunicję ołowianą
Ano, racja - coś na styl "dirty rounds" z Metro, eh? Przy czym pocisk z samego ołowiu, bez płaszcza, będzie mieć tendencję do rozpłaszczania się na ochronie grubszej, niż skórzana kurtka...
Zatem amunicja ołowiana mogłaby być stosowana do strzelania na krótki dystans i w słabo opancerzonego wroga, zatem idealna broń dla kotów z Kordonu i ewentualnie jeszcze do zniesienia na Wysypisku (bandyci jakiś odpicowanych skafandrów zbytnio nie mają).
Taką amunicją zniszczył byś współczesną lufę - syf, nagar, porypane bruzdy... Gdyby to było takie proste to tacy partyzanci/duszmani z Afganu, Czeczeni itd. na umór odlewali by taką tanią amunicje z ołowiu czy też cyny... Lepszym pomysł było by już drukowanie w 3D kompozytowych pocisków, lecz ich skuteczność była by mizerna i zanieczyszczały by broń. No i finał: pocisk to nie wszystko, musisz jeszcze mieć łuskę, proch (raczej biały, czarny nie jest zdrowy dla nowoczesnej broni) oraz spłonki.
A kto mówi o nowoczesnej broni? Można wyposażyć się w chociażby muszkiety czarnoprochowe z II poł. XIX wieku. Można kupić tego trochę na amerykańskich portalach n.t. wojny secesyjnej. Nikt nie mówi też, że jest to broń idealna, lecz lepsza przestarzała o 200 lat broń z amunicją, niż nowiusieńki karabin szturmowy bez amunicji. W Stalkerze akurat jednak panowała tendencja przesytu amunicją i nie było problemu, by amunicję zbierać w tysiącach. Pytanie tylko, czy to oddaje surowość Zony, czy raczej pokazuje, że Zona to militarne centrum handlowe?
Broń czarnoprochowa na pociski typowo kulowe ma średnią celność. W czasie wojny secesyjnej wchodziły już pociski z bocznymi szynami stabilizującymi i prostym gwintem, a to już trzeba umieć odlać i wątpię aby komuś się chciało w zonie to robić. To już lepiej łuk/kusze skombinować. Przynajmniej byś przeładował w chwilę... Do tego taki muszkiet kosztuje trochę kabony, taniej kupisz tt33 które chodzą nawet po 300zł (tyle, że pozwolenie musisz mieć) Ewentualnie jedyna broń jaka ma sens i jest na archaiczne kule i czarny proch to jakiś konkretny rewolwer kalibru 11mm+
Co nie zmienia faktu, że jak na prawdziwego Monolitianina przystało, nosiłbym noże do rzucania. Poręczne, łatwo ukryć, szybko można je chować i wyciągać, gdy gdzieś spadnie można podnieść. Do tego otwieranie konserw, struganie drewna na kiełbasę czy krojenie chleba.
Ostatnio edytowany przez Kudkudak, 29 Maj 2013, 20:15, edytowano w sumie 1 raz
Kudkudak - to, że one służą do RZUCANIA, wcale nie oznacza, że jest nimi łatwo odpowiednio trafić Przy braku umiejętności nawet ośmioramiennego shurikena ciężko będzie ci wbić w drewniane drzwi, a co dopiero mówić o nożu... Ale co racja, to racja - w dobrze wyszkolonych rękach potrafią być zabójczą bronią. Choćby i dlatego, że taką kosą możesz i walczyć wręcz - to nie gra komputerowa, gdzie jesteś ograniczony tylko i wyłącznie do rzucenia nimi.
Z moich "shinobi" doświadczeń z ninjutsu wynika że shurikeny to syf, no chyba, że igłowe. Tradycyjne "gwiazdki" latają krótko i nie penetrują dobrze - tylko chłopa w lnianych szmatach byś tym poranił... Bardziej motyw psychologiczny odgrywał tu rolę. Nie mówię, że nie da rady, ale szkoda czasu na trening tego skoro skuteczność mierna. Igłowymi shurikenami i nożami do rzucania (tymi dedykowanymi) rzuca się o 100% łatwiej i skuteczniej.
W każdym razie - też racja. Inna rzecz, że to też z powodu, iż chińska robota, którą kupujemy na europejskim rynku, po prostu ssie Kolejna rzecz - Japończycy mieli (a niektórzy nadal mają) to do siebie, że przy odpowiednim szkoleniu byłby w stanie zabić cię wykałaczką szybciej, niż ty byś zastrzelił go z M16... Temu też oni mogli sobie pozwolić na używanie szajsu