Wiesz... Jest taki film ( ale nie pamiętam tytułu - postaram się znaleźć jego opis - może kogoś zainteresuje ), który potrafi uzdrawiać. Ma on po prostu w przekazie tyle pozytywnej energii, że z mniejszych chorób leczy.
Jeśli piszesz, że te wypowiedzi kiedyś będą uznawane za średniowiecze, to Ci powiem, że jedynym średniowieczem w czasach dzisiejszych jak i późniejszych ( zwłaszcza późniejszych, kiedy takie rzeczy jak Yoga i mistycyzm będą normalnie uczone w typowych szkołach ) jest niewiara oparta na niewiedzy. Człowiek osiągnął już co się da w tych sprawach ( wierz mi lub nie, ale więcej się nie da ) - teraz może tylko bardziej poświęcić się poznaniu nieznanego od strony "czy na tamtym świecie jest rzeczywiście bóg i szatan, czy to zupełnie inaczej wygląda" ( to o tych, którzy już wiedzą wystarczająco ). Bliżej poznawać naturę i jej zależności - tu mi chodzi o tych, którzy o tym pojęcia nie mają, bo wtedy zobaczy, że cały ten nieznany i paranormalny syfek, to nic więcej jak siły natury. A autosugestia i takie tam? Trzeba zrozumieć jedną rzecz - wszystko jest ze sobą powiązane. Nie ma tak, że można zrobić pewne rzeczy nie wyobrażając ich sobie na początku, albo nie wmawiając, że umiem. We wszystkim, co robimy, jest zawarta energia. One się przenikają - te na niby wraz z poważnymi i współdziałają. Jeśli je bliżej poznać, to wszystko staje się proste jak drut. Jeśli nie będziesz miał na tyle otwartego umysłu, żeby chociaż spróbować działać wg takich "pokrętnych" zasad, no to lipa. Długa droga przed Tobą. A może w tym życiu w ogóle tego nie dojrzysz.
I teraz co do obrazu. Kiedyś zrobiłem sobie taki naszyjnik ze świńskiego oka i paru zębów nutrii. I wierz mi lub nie, ale po noszeniu go przez jakiś czas - krótki: parę godzin, czułem się wyjątkowo wypompowany z energii. A przecież to był tylko zwykły przedmiocik. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przy pomocy odpowiednich technik medytacyjnych ( albo zahaczających o typową magię ) zrobić cu(o)ś takiego jak ten amulet i film, o którym pisałem, ino w drugą stronę. A tym bardziej, że złe rzeczy bardzo łatwo robić.
Co do tego palenia się - no w to, to akurat za bardzo nie wierzę. Owszem - może to być wyjątkowo nacechowany złą energią przedmiot, który powoduje takie a nie inne "zbiegi okoliczności", lecz już wytrzymałość na ogień... Ale w swym życiu widziałem już tyle dziwadeł, że jeśli by cu(o)ś takiego istniało na serio, to bym się za bardzo nie zdziwił. Jednak wierzyć we wszystko to bardzo łatwa droga do zagubienia się. Tak samo jak i niewierzyć. Najlepiej i najbezpieczniej jest przyjąć zasadę: może i jest, może i nie, a to mi się samo pokaże, jeśli tego będę chcieć. Kurczowe trzymanie się "nie", albo "tak" do niczego nie prowadzi, a można przez to w pewnym momencie nie dostrzec ważnych rzeczy nas otaczających.

, bo mi łapy zaschły.