"Wylew krwi do mózgu" to w radzieckiej nowomowie synonim "samobójstwa przez trzykrotny postrzał w tył głowy". Ciekawe, że nie podali nazwisk tych doktorków, którzy kroili ufola. Z drugiej strony, zwłoki były tak zmasakrowane, że mogło być to cokolwiek. Zauważ, że ów instytut posiadał nawet sporą kolekcję anormalnych okazów.
Podczas rozpadu Związku Radzieckiego działy się dziwne rzeczy. Wiele dotychczas tajnych dokumentów ujawniono (stąd świat dowiedział się o nieudanym radzieckim programie załogowych lotów na Księżyc) lub po prostu dostały się w prywatne ręce. Skorzystali na tym między innymi Polacy, zdobywając plany pocisku przeciwlotniczego Igła, na bazie którego zbudowano własny pocisk Grom.
Co do Strefy 51: testowali tam różne ściśle tajne amerykańskie samoloty. SR-71 Blackbird, F-117 Nighthawk, B-2 Spirit, Lochheed Have Blue i kilka innych - wszystkie miały dość niekonwencjonalne kształty, nic dziwnego, że ludzie brali je za pojazdy kosmitów. Groźba śmierci przy próbie dostania się na strzeżony teren wojskowy może skończyć się śmiercią także i u nas, tym bardziej, że w tej bazie są prowadzone testy rozmaitych tajnych maszyn.
Swoją drogą, znalazłem niedawno coś ciekawego. Okazuje się, że Polacy nie gęsi, swoje Roswell mają. W 1978 pewien chłop spotkał kosmitów.
http://pl.wikipedia.org/wiki/UFO_w_EmilcinieNa angielskiej wersji są linki do ilustracji przedstawiających rzekomy statek. Osobiście uważam, że to było zwykłe delirium. Przykro mi, że mój sceptycyzm obraża wszelkich entuzjastów UFO, ale tak już mam.