Zbluźnię i napiszę, że mam już dość stalkerskiej Zony.

Tak samo jak Fallout'ów, Mass Effect'ów, Elder Scrolls'ów, wszechobecnych zombie i całej reszty. Mam ochotę zobaczyć grę, która oprócz swej fabuły stawia również na eksplorację świata, na handel i na spotkania z dziką przyrodą. Grę, której realia nie odbiegają za bardzo od obecnego stanu techniki i wiedzy - mam na myśli lata 1950-2050. Interesuje mnie świat bez zombie, elfów i krasnoludów, magów czy druidów, kolonii gwiezdnych albo superbohaterów. Bez karabinków plazmowych czy dział grawitonowych, niewidzialnych pojazdów i przybyszów z kosmosu. Zaakceptuję np. cywilizację w stadium odradzania się po konflikcie nuklearnym, epidemii albo katastrofach naturalnych, występowanie anomalii roślinnych, chemicznych czy pogodowych, świat podobny do naszego, ale z alternatywną historią. Forma dowolna: obojętne czy to będzie strategia z 1998, RPG z 2013, czy jeszcze coś innego.
Jeśli ktoś z Was zna tytuł, choć trochę przypominający ten opis, proszę o podzielenie się nim.
