który za nic miał ludzkie życie - ktoś taki nie zasługuje na miano wielkiego wodza
Gdyby szanowano ludzkie życie, nie byłoby piramid, i jeszcze wielu, wielu rzeczy, którymi dziś się zachwycamy. To taki mały oftop. Jeśli chodzi o Hitlera, to tak naprawdę, jedyny plus jakim można mu zapisać to charyzma. Z tym, że też nie do końca, bo są tacy, którzy uważają, że cała charyzma
austryjackiego kaprala to Leni Riefenstahl.
Wracając do głównego wątku, trudno jest jest wybrać
największego wodza w dziejach świata, gdyż każde stulecie, każda cywilizacja generują swoich wodzów (czy też generowały, gdyż w erze demokratyzmu to już w sumie zanika). Dlatego też, ja nie będę wybierał NWWDŚ, tylko wodza (pierwszy nawet nie tyle był jakimś wodzem, co zwykłym politykiem/dyktatorem), którego ja szanuję.
Dr. Engelbert Dollfuß, przewodniczący Partii Chrześcijańsko-Społecznej, twórca Vaterländische Front, kanclerz i dyktator Austrii. Stłumił wywołany przez komunistów bunt robotniczy, zdelegalizował austryjacki odłam NSDAP i SDAPÖ (socjaldemokracja). Zginął zastrzelony w 1934, podczas nieudanego puczu nazistowskiego. Jego rządy charakteryzowały się solidaryzmem społecznym, korporacjonizmem. Niektórzy mówią także o mieszance włoskiego faszyzmu, z katolickim konserwatyzmem.
Baron Roman Fiodorowicz von Ungern-Sternberg, nie będę już pisał jego CV

. Za co go lubię? Za to, że był szalony, i chciał wprowadzić światową monarchię. Za jego mistycyzm. Sam nawet nie wiem, Ungern po prostu fascynuje.