przez Vice w 03 Lip 2011, 16:43
Mieszkam w mieście, więc nie mam tutaj do czynienia z wieloma tego typu zjawiskami. Lecz 90% mojej rodziny mieszka na wsi. I z tamtych stron słyszałem wiele różnych opowieści. Ciekawe jest też to że najczęściej te historie wydarzały się po wojnie, kiedy wielu ludzi nie było bierzmowanych.
Pierwsza jest lekka jednak daje do myślenia. Był sobie gospodarz hodujący rózne zwierzęta. Miał studnie na podwórku. Jego córka wyszła po wodę. Kozioł stojacy na podwórzu zaczął chodzić dookoła studni, a córka gospodarza za nim, aż zakręciło jej się w głowie, wpadła tam i się utopiła. Po wszystkim koziołek najzwyczajniej w swiecie wrócił do swoich zajęć.
Następna historia opowiada również o gospodarzu, lecz ten hodował konie. Po jego śmierci rodzina podzieliła się majątkiem, a jego dom strawił pożar. Podobno do teraz można w pewnym miejscu po godzinie 23 usłyszeć stukanie końskich kopyt o ziemie.
W innej wsi kiedyś zmarł proboszcz. I jego dom do teraz stoi pusty, gdyż wśród tubylców krążą opowieści o dziwnych światłach za szybami, jak dla mnie to po prostu byli tam złodzieje, no ale nikomu nie przetłumaczysz.
Teraz coś w klimatach Blair Witch. A mianowicie w starosłowiańskich wierzeniach jest legenda o dobrych, małych duszkach które opiekują się dziećmi zagubionymi w lesie. Niby tylko zwykła legenda, ale kiedyś czyjeś dziecko się zgubiło, oczywiscie cała wieś szuka. A dziecko jakby nigdy nic wróciło wieczorem do domu, i opowiadało że bawiło się z "białymi zwierzątkami które mówiły".
Trochę tych historyjek jest, jedne mniej inne bardziej wiarygodne. Ja osobiście jestem osobą niewierzącą, więc naturalne jest też to że w różnego rodzaju zjawy też nie wierzę. Lecz starsi ludzie opowiadają to z taką pewnością ze mam ochotę iśc się nawrócić.
Nienawidzę Pijawek, są silne, szybkie, zwinne, niewidzialne, upierdliwe, a co najgorsze żywe. Dlatego za wszelką cenę staram się zmienić ich ostatnią cechę.