No i masz rację, chociaż ja powiedziałbym, że jest to wręcz hipokryzja. Bo jak nazwać to, że w szkolnych bibliotekach - w placówkach oświatowych

- można znaleźć komiksy (za moich czasów też tak było), a mimo to nauczyciele z pasją i wypiekami na twarzy nadal piętnują tę część - chyba jednak - literatury? Nie wiem skąd się to bierze, to znaczy domniemywam, że z błędnego postrzegania komiksów jedynie przez pryzmat ich formy - to jest, coś rysowanego (podobnie jak filmy animowane) nie może stanowić ani przekazywać większej wartości. Powiem więcej - uważają oni, że komiksy nie przekazują kompletnie nic wartościowego, co jak wiemy jest błędem zarówno jeśli chodzi o treść jak i samą formę. Tyczy się to również samego procesu tworzenia komiksów - komiks na uczelniach artystycznych, moim zdaniem, nadal jest traktowany jako coś gorszego i mało wartościowego.
Problemem jest właśnie błędna selekcja prowadząca do uogólniania wszystkiego. Oczywiście komiksy są różne i nie wszystkie są równie ambitne, ale to nie jest argumentem - to samo można powiedzieć o szerzej pojmowanej literaturze czy filmie, o grach komputerowych już nawet nie wspominając

A jeszcze inna kwestią jest wpajany od pokoleń stereotyp, że czytanie komiksów to przejaw niedojrzałości albo zdziecinnienia.
Dziwi mnie też to, że komiksy - będąc niewątpliwie częścią kultury - są kompletnie ignorowane, bo przecież szkoła powinna uczyć tylko o Mickiewiczu, Da Vinci, Szekspirze czy Mozarcie. Takie przymusowe ukulturalnianie jest jakoś mało skuteczne, żeby nie powiedzieć, że godzi w wolność obywatela. Może trochę przesadzam, ale uważam, że szkoła powinna przede wszystkim informować, a nie w zakamuflowany sposób próbować kształtować gust. Może jest to znowu idealistyczne i nieracjonalne podejście, ale nic na to nie poradzę

No tom zrobił wywód przy okazji komiksów
