Znaczy jak - mają z domów nie wychodzić?

Rzecz się sprowadza do afiszowania się. Stawiania sprawy w taki sposób, że "ja JESTEM GEJEM, więc....". Gdzie orientacja seksualna jest podstawą do postaw roszczeniowych. I akceptacja tego przez "mainstream". Pokazywanie, że publiczne obnoszenie się ze swoim zboczeniem jest "trendy" (wszelkie "coming-outy"), żądanie przez zboczeńców szeregu praw i ustępstw TYLKO dlatego, że mają takie a nie inne "umiłowania".
Nie zgadzam się na publiczne deklarowanie zwykłych bzdur - co jakiś czas osoby takie jak Bideroń czy Niemiec publicznie leją łzy, jak to według nich "geje są masowo dyskryminowani w Polsce, bici na ulicach, prześladowani etc.". Oczywiście nie jest niczym dziwnym nietolerancja w stosunku do zachowań homoseksualnych - jest to zboczenie, i zasadnym jest traktować je "z pewną taką rezerwą". Tak samo jak pedofilia, zoofilia, nekrofilia - wykracza to poza pewien kanon.
Parady gejów - jak dla mnie są szkodliwe, ale raczej dla samych pedziów. Właśnie taka działalność - obnoszenie się z taka wulgarnością, propagowanie zboczenia - działa na ich niekorzyść. Bo z jednej strony - mamy wciskane, że "geje to tacy sami ludzie jak my" - z drugiej - po tych wszystkich paradach, happeningach itp widać, że jednak mają nieźle narąbane pod sufitem. Przypomnę sprawę z Lublina, gdzie jakiś "artycha" wystawił pracę ukazującą pejzaż miasta z domalowanymi wielkimi kutasami, kopulującymi parami homo.... Lublinianie zareagowali na ten bohomaz w sumie zdrowo - tłumnie "zmieszali go z błotem" - zresztą i artystycznie przypominało to raczej plugawe rysunki produkowane na nudnej lekcji przez rozbudzonych hormonami szczawików. Pan Artysta się wielce oburzył, zwołał konferencję prasową, na której oświadczył, ze "Lublinianie nie dorośli do tolerancji i sztuki gejowskiej" czy coś.
Kolejna sprawa - skrajna nieraz nietolerancja środowisk gejowskich. Ludzie, którzy mają inne zdanie, którzy nie chcą aby zboczenie stawało się normą - są przez pedziów wyzywani od "moherów", "debili", "faszystów" (sic!). Czyli krótko - "Albo nas kochacie albo gińcie".