przez Pangia w 01 Kwi 2013, 19:02
Na wyższym poziomie (dokładniej to na Mistrzu) wygląda to tak:
Start. Podbiega do Ciebie rodent. Zulus pakuje serię z PKM-u metr nad celem, czyli tam, gdzie znajduje się twoje dupsko. Koniec gry.
I mówię to całkiem serio. Podziemia Prypeci nie dość, że są głupie, nudne, jednorazowe, zmarnowano ich potencjał, to jeszcze w dodatku za Tobą plącze się od 2 do 4 NPC, których celność strzelania dorównuje mniej-więcej celności przeciętnego polskiego policjanta (których broń z reguły rdzewieje w kaburach). No dobra, Wano jeszcze wykazuje jakąś ogólną użyteczność, Włóczęga świetnie zdejmuje snajperów Monolitu (szkoda tylko, że szansa na to, że dożyje do tamtego momentu jest bliska zeru), a Sokołowowi zdarza się trafić, ale to, do chu♥* Wacława, trochę za mało - prościej jest wyrżnąć wszystkich NPC poza Wano (bo on jako jedyny jest przydatny) i iść samemu.
Inne możliwe sposoby na to, jak zginąć w podziemiach Prypeci (zakładamy, że gracz ma na sobie Sevę, chyba, że napisano inaczej):
Atak snorków. Jeden ze skoczków doskakuje do Ciebie. Obrywasz, tracisz ok. 40% zdrowia. Snork Cię kopie, tracisz następne 40%. Któryś z NPC przypomina sobie, że coś Cię atakuje. Dostajesz przypadkowego hita. Koniec gry.
Pierwsza zasadzka Monolitu. Dostajesz hita z Grozy. Koniec gry. Ewentualnie dostajesz serię z AK/Enfielda. Koniec gry.
Druga zasadzka Monolitu (tam przy panelu sterowniczym = 2 snajperów z SWU). Wchodzisz, mając na sobie w pełni ulepszony egzoszkielet. Dostajesz jednocześnie hita od obu snajperów. Koniec gry.
Końcówka, tuż przed walką z zombie. Atakuje Cię snork. NPC oczywiście strzelają dokładnie wtedy, kiedy snork ląduje koło Ciebie. Koniec gry.
Walka z zombie. Przykucasz za osłoną. Któryś z NPC wpada na dokładnie ten sam pomysł i wypycha Cię na sam środek walki. Zombie robią Ci z dupy jesień średniowiecza. Koniec gry. Ewentualnie próbujesz się wycofać, ale ściana złożona z "przyjacielskich" NPC skutecznie Ci to uniemożliwia. Koniec gry.
Już, już prawie drabina prowadząca do Prypeci. Wyrżnąłeś wszystkie zombie, a Twoja broń ma pasek stanu w okolicach 40% (bo tak gównianą wytrzymałość ma broń w Zewie Prypeci - jedynymi brońmi, wyłączając Gaussa i granatniki, zdolnymi do oddania ponad 1000 strzałów przed dojściem do zerowej kondycji są G36 i PKM Zulusa). Został Ci tylko ten pojedynczy w egzoszkielecie. Oczywiście ma PKM-a, a Twoja broń zacięła się po pierwszym strzale. Koniec gry.
Ogółem mówiąc: udało mi się raz przejść Zew Prypeci na mistrzu na moich warunkach (tzn. bez ginięcia ani razu, ale po zainstalowaniu pierdyliarda fixów do gry) i do tego stopnia mnie to zmęczyło, że już ani razu nie podszedłem do gry, bo po prostu już nie mam siły. I tak obudziłem w sobie jakąś masochistyczną naturę, zmuszając się do przejścia Zewu, ale więcej razy tego nie zrobię. Po prostu Zew Prypeci przestał mi się podobać.
Fiu, się rozpisałem. A w sumie to nawet nie bardzo na temat było. Tak więc Gertgar - nie warto zaczynać drugi raz.
EDIT: @2down: Powinienem dodać, że wszystko to znam "z autopsji" tj. są to autentyczne zdarzenia, jakie mi się przydarzyły w podziemiach Prypeci.
Ostatnio edytowany przez
Pangia, 01 Kwi 2013, 21:00, edytowano w sumie 1 raz
Proszę państwa, sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę w ciągu kilku sekund, wspaniały wynik. Gdyby w ten sposób można było wypie*dolić z polskiej polityki tych wszystkich śmieci z Okrągłego Stołu, Leszka Millera, byłoby… cudownie i każdemu bym ku*wa kupił po takim Ferrari, byleby w piz*u pojechali tym PROSTO do swojego ukochanego… Izraela. SYJONIŚCI Europy, jedźcie do siebie! Pozdrawiam, Zbigniew Stonoga. Nie jestem antysemitą!