Z Kijowa wyjechaliśmy około 10 rano. Droga zajęła około dwóch godzin i prowadziła głównie przez łąki i lasy. Po drodze mijaliśmy słynne rondo z jajkiem, które symbolizuje nowe życie, odrodzenie. Co jakiś czas pojawiały się kierunkowskazy na Czarnobyl, następnie na KPP Dityatki. W końcu na horyzoncie ukazał się nam punkt kontrolny 30 kilometrowej Strefy. Na miejscu okazało się, że jesteśmy trzeci w kolejce więc każdy wyszedł by zrobić sobie zdjęcia na tle tablic ostrzegawczych. Natychmiast podszedł do nas przewodnik, informując po angielsku, że jest zakaz fotografowania milicjantów i ich budki. Wiedzieliśmy już o tym wcześniej, zostaliśmy o tym powiadomieni w autobusie. Mimo to po sprawdzeniu kilku aparatów okazało się, że ktoś uchwycił to czego nie wolno i niektóre zdjęcia zostały skasowane. Po sprawdzeniu paszportów wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy na północ. Po lewej i prawej strony drogi mijaliśmy opuszczone wioski, w końcu dotarliśmy do Czarnobyla. Na miejscu zatrzymaliśmy się przy pomniku strażaków i przy pomniku wjazdowym. Następnie nie tracąc czasu ruszyliśmy do autokaru, który zawiózł nas do wioski Kopaczi.
Po drodze spostrzegawczy mogli zobaczyć Oko Moskwy i komin reaktora nr. 4 wystający znad drzew. W samej wiosce zwiedziliśmy od środka przedszkole i mierzyliśmy otoczenie licznikami Geigera. Promieniowanie było miejscami podwyższone, jednak w samym budynku nie przekraczało jednego mikro siwerta na godzinę. Po obfotografowaniu wioski przyszedł czas na elektrownię. Ostrzeżono nas po raz kolejny przed fotografowaniem elektrowni po drodze, dopiero na miejscu wolno nam było zrobić sobie na jej tle zdjęcia. Nie wolno także było sfotografować powstającej Arki, na szczęście tutaj nikt nie sprawdzał nam aparatów. Po elektrowni udaliśmy się pod znak Pripyat 1970 skąd widzieliśmy również Czerwony Las.
Po sesji fotograficznej nie zostało nam nic innego jak wyjazd do samej Prypeci. Po drodze "most śmierci", Janowa nie było z niego widać zbyt dobrze. W samej Prypeci zwiedziliśmy plac główny, hotel Polesie, Energetyka, urząd miasta, wesołe miasteczko, stadion, przedszkole oraz centrum handlowe. Trochę przez śnieg, trochę przez niesubordynacje kilku osób oraz trochę przez przedłużające się sesje zdjęciowe obejrzeliśmy tylko to.
Na basen nie starczyło czasu, na kawiarenkę nadrzeczną również. Czas gonił, a przed nami był jeszcze obiad. Udaliśmy się więc z powrotem do Czarnobyla. Krótka przerwa na sklepik z pamiątkami, w którym można było kupić koszulkę, czapkę, kubek, długopisy, zapalniczkę, breloczek oraz magnesy na lodówkę. To wszystko oczywiście ze stosownym napisem Czarnobyl. Ze sklepiku udaliśmy się na obiad. Nie powiem, żeby był wyśmienity. Powiedziałbym nawet, że był taki sobie. Kto zjadł wcześniej, udał się na eksplorację miasteczka. Aleja zniszczonych wiosek (znaki drogowe), opuszczone budynki oraz anioł dmący w trąbę zrobiony z metalowych prętów to główne rzeczy jakie znajdują się w centrum, to też obejrzeliśmy. Po obiedzie wszyscy podpisali dokumenty, które świadczą o tym, że zapoznaliśmy się z przepisami obowiązującymi turystów w Strefie. Przy powrocie do Kijowa zatrzymaliśmy się w punkcie kontrolnym 10 i 30 kilometrowej Strefy, tam mierzyliśmy swoje napromieniowanie. Wszyscy byli "czyści"
Sam wyjazd został zorganizowany przez biuro podróży Aliena Tours, które polecam. Przy okazji zwiedza się Kijów i Żytomierz, także 890zł to nie tak dużo jak na tyle wrażeń.
masz Gratuluję udanego wyjazdu. Wreszcie sam dowiedziałem się, ile tak +/- kosztuje ten wyjazd. Pewnie jakbym się ostro wziął za szukanie i przygotowania do wyjazdu kiedyś, to bym znalazł, ale tak to ciągle zapominałem sobie gdzieś sprawdzić ile ok. kosztuje, a tu wchodzisz Ty, walisz, kto organizuje takie wycieczki i po ile Filmiki fajnie się ogląda, troszkę czasami za bardzo telepie, ale to nic nie szkodzi. Wkurzało mnie raz, że strasznie tym machałeś, ale się zaraz pokapowałem, ze w autokarze byłeś
Chodź, opowiem Ci bajeczkę, O dalekiej Ukrainie, Wy**bało elektrownię, Czarnobyl nie żyje!