Jestem już po podwójnym i pół przesłuchaniu nowej płyty Behemotha więc mogę napisać coś na ten temat. Zacznijmy więc od strony wizualnej, czyli okładki. Okładka pierwszej płyty (jak i drugiej), wiadomo, kolorystycznie nazwiązywały do stylu gry. Po "ewolucji" zespołu aż do Evangelion, który ma bardzo fajną grafikę, nie widziałem żadnej ciekawej okładki z ich repertuaru, niestety na The Satanist powracają do nudnego toku myślenia. Ale okładka to tylko ozdoba, chociaż nieraz potrafi tak wkomponować się w muzykę, że podbija ciśnienie. Niestety nie tu
Muzycznie pobili oczywiście smęty Evangelionu i ten mega nieudany Lucifer, w którym wystąpił Maleńczuk (to jak przewiercić sobie kolano wiertarką udarową). Pierwszy kawałek robi za udane intro, chociaż w niektórych momentach wydawało mi się, że instrumenty nie współgrają ze sobą (cóż za niespodzianka ). Kolejne dwa to tak jakby zaprzeczenia swojej istoty: na Furor Divinus podoba mi się wokal, gra już nie; natomiast Messe Noire zaskoczyło mnie dobrym tłem, solówką (!), ale zawiodło jednym riffem, psującym atmosferę na sekundę + średnim wokalem. Ora Pro Nubis Lucifer to super bomba, energiczny kawałek, miejscami w stylu melodeathowego Amon Fajnie się tego słucha, zrobili co mieli i wyszło świetnie. Amen chu*owy oprócz jednego zagrania perkusisty, którego brakowało mi w poprzednim kawałku Kolejne dwa na plus, z czego The Satanist zdecydowanie lepszy od Ben Sahar, jakoś mi podpadł. Przedostatni kawałek Behemotha zaskoczył mnie monologiem, nie wiem kto to mógł być ale głos brzmi trochę jak Oriona Może to był i on. Zaskoczył mnie, bo po prostu myślałem że taki smaczek znajdzie się na ostatnim kawałku The Satanist(albumu). Gdy zobaczyłem jego długość obawiałem się, że będzie średnio udaną produkcją w stylu Lucifer, ale na szczęście się myliłem, bo nie wystąpił żaden Maleńczuk. O Father O Satan O Sun zatem O Pozytywnie, chociaż zmieniłbym kilka rzeczy np. wprowadził jakiś bardziej zaawansowaną solówkę, no i jednak zaśpiewał po polsku...
Jak postrzegam poszczególne role muzyków? Nergal - daję mu ocenę 7.5/10, chociaż dalej nie umie growlować (potworność w pierwszych sekundach Blow Your Trumpets Gabriel ) Inferno - coś tam sobie po uderzał z tyłu 5/10 Orion - ocena pozytywna za kawałek Ludzie Wschodu gdzie urzekł mnie bass (chociaż kawałka nie ma na płycie, ale sobie wrzuciłem jako bonus ), w The Satanist też miał kilka swoich krótkich momentów, 7.5/10 Seth -
Ogólnie dałbym albumowi ocenę mocne 7.5/10, fani takiego grania pewnie mocno się ucieszą. Ja jednak wolę soczyste "tyś nie herezją ale prawdą plunął w krzyż!" ze starych płyt
Za ten post Kudkudak otrzymał następujące punkty reputacji:
Witam. Zawsze była fascynacja jakąś kapelą, zależnie od czasu , nastroju, porażek czy sukcesów w życiu. Oto czego lubię posłuchać lub to do czego wracam : Depeche Mode, Metallica, Jean Michel Jarre, Enigma, Lacuna Coil, Theater Of Tragedy, Nightwish, Type Of Negative, Coma, Myslovitz, Beseech (świetna kapela ), Opeth, Cradle of Filth, soundtracki z LOTR i Quake , Led Zeppelin, nawet kawałki rap/h-h z Francji czy reszty globu. Wiem ,że rozrzut gatunkowy olbrzymi, ale nigdy nie zamykam się w jednym pokoju.
Znalazłem stare kawałki, które miałem jeszcze na kasecie Aż przymomiało mi się moje dzieciństwo, gdy tego słuchałem
Nie ma miłości, jest tylko żądza. Nie do człowieka, a do pieniądza.
Dziękuję Ci Boże, za te wspaniałe dni, bez których nie mógłbym teraz żyć. Dziękuje Ci za te wspaniałe chwile, bo w swym życiu nie miałem ich aż tyle. Za wszystkie spędzone w samotności i za te szczęśliwe, pełne miłości...
Proszę państwa, sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę w ciągu kilku sekund, wspaniały wynik. Gdyby w ten sposób można było wypie*dolić z polskiej polityki tych wszystkich śmieci z Okrągłego Stołu, Leszka Millera, byłoby… cudownie i każdemu bym ku*wa kupił po takim Ferrari, byleby w piz*u pojechali tym PROSTO do swojego ukochanego… Izraela. SYJONIŚCI Europy, jedźcie do siebie! Pozdrawiam, Zbigniew Stonoga. Nie jestem antysemitą!
Za ten post Pangia otrzymał następujące punkty reputacji:
Kudkudak napisał(a):Ogólnie dałbym albumowi ocenę mocne 7.5/10, fani takiego grania pewnie mocno się ucieszą. Ja jednak wolę soczyste "tyś nie herezją ale prawdą plunął w krzyż!" ze starych płyt
Co kto lubi Dla mnie z kolei dopiero teraz Behemoth pokazał, że potrafią robić muzykę. Wcześniej mieli tylko krótkie przebłyski, jak np. "Demigod" i kilka numerów na "Evangelion". Natomiast "The Satanist" podoba mi się w całości, jako pierwsza płyta Behemotha w ogóle. Na tej płycie jest po prostu dużo muzyki w muzyce A co do growlingu... w ogóle jest tylko jeden facet, który rzeczywiście to umie. To Mikko Kotamäki, wokal Swallow the Sun.
Sooner or later, you will meet the Undertaker...
Za ten post utak3r otrzymał następujące punkty reputacji:
a co do growlingu to każdy lubi co lubi, dla mnie poza Mikko jest jeszcze jeden król ryku: Mikael Akerfeldt z Opetha. a tu rycząca dziołcha, choć pewnie niejeden zna to z domu:)
PS. słuchał ktoś nowego thy disease, bo zapowiedzi to mieli jak zwykle urywające dupę?
utak3r napisał(a):Natomiast "The Satanist" podoba mi się w całości, jako pierwsza płyta Behemotha w ogóle. Na tej płycie jest po prostu dużo muzyki
Racja, dla mnie to ich pierwsza płyta nowego stylu, którą wysłuchałem bez poważniejszych skrzywień. Ogólnie jest bardziej melodyjna niż poprzedniczki, tak mi się zdaję słuchając np. Ora Pro Nobis Lucifer. Mimo kilku przywar to naprawdę świetny materiał z ich strony.