Terminus napisał(a):A jednak nie siedział, próbował w końcu zrobić w tym kraju coś konstruktywnego. I prawie się udało. Może i by się udało jakby szlachta nie ograniczyła jego praw, zabrała mu możliwość prowadzenia dyplomacji, przyjęła ustawy blokujące możliwość zawarcia sojuszy... No ale to Staś jest winien, bo kiedyś, na długo wcześniej zanim został królem przeleciał Katarzynę (co nie było wielkim wyczynem ani zaszczytem)...
"Ograniczanie praw"- mówisz o Konfederacji radomskiej? Cóż, niezbyt się dziwię że "chcieli" przywrócić szlacheckie swobody i skompromitować króla przy "pomocy" wojsk rosyjskich. Myślę że otoczenie konfederatów "przyjacielską" baterią rosyjskich dział "mogło" mieć wpływ na wynik konfederacji.
Owszem, król miał swoje przebłyski- stworzył coś w rodzaju rządu- konferencję króla z ministrami, utworzył tzw. Gabinet, jednak mimo wszystko- ciągle miał "z góry" podpowiadane co może, a co nie może zrobić. "Góra", czyli Petersburg. Ale sam król dosyć wyraźnie dawał do zrozumienia, że po prostu nie uda mu się utrzymać korony bez pomocy Katarzyny, tym samym wcale nie dążył do niepodległości. Wtedy też jego drogi z Czartoryskimi zaczęły się coraz bardziej oddalać- Ci z pomocą Rosji chcieli umocnić władzę, by w odpowiednim momencie zrzucić zewnętrzną opieką i odzyskać niezależność. Takich przysłowiowych "jaj" brakowało Królowi Stasiowi.
Nawet gdy Polacy zaczęli się sympatyzować z Turcją, która prowadziła wojnę z Rosją- król wybudował w Warszawie propagandowy pomnik Jana III Sobieskiego. Niewątpliwie Sobieski zasłużył na pomnik, ale używanie go aby wzbudzić antytureckie uczucie społeczeństwa nie było niczym chwalebnym dla Poniatowskiego.
A co do wojny 1792, nie licząc tego że konfederaci targowiccy (do których król w późniejszym czasie sam przystąpił) sami prosili o zbrojną interwencję Rosji, to taka mała ciekawostka- jak Rosjanie wchodzili do nas ze swoim wojskiem, twierdzili że przychodzą jako przyjaciele i niosą wyzwolenie. Brzmi znajomo, prawda?
