przez Regot w 18 Lut 2008, 02:25
Szli tak już dobrych parę godzin, powinni już być na miejscu ale ciągle nie było nic widać. Obaj wydawali się być zmęczeni i nie wyspani, choć trudno im się dziwić. Gdy dotarli na małą polankę postanowili sobie odpocząć. Jacka od niedawna zaczęła boleć noga to też chętnie usiadł pod drzewem.
-Cholera, nie mam pojęcia co jest grane. Powinniśmy już być pod laboratorium- Stwierdził ponurym głosem Michał. Przeglądał właśnie mapy chodząc dokoła całej polany. Jego plecak był położony obok Jacka.
-To przecież tajna placówka, dowiedzieliśmy się o niej dopiero pół roku temu z notatek martwego żołnierza, nie spodziewasz się chyba Drogowskazów i neonu z napisem ?Do tajnej bazy wojskowej? . Jak nie jest zamaskowana to może być nawet pod ziemią.-
-Zamknij się! Jak taki mądry to bierz te mapy i sam szukaj. Po co ja łażę za jakimiś głupimi? Dobra, jeszcze raz. Odpocznijmy trochę i ruszajmy dalej.
-Przecież nie szukamy tej placówki tylko zwiadowcy który wyruszył przed nami.
-A, myślisz że gdzie jest? Na pewno gdzieś w okolicy tego laboratorium.
Jacek nic nie odpowiedział, wyją z plecaka chleb i kiełbasę. Podzielili się i w spokoju zaczęli spożywać posiłek. Obaj milczeli, od rana żaden z nich nie był w sosie, nerwy im puszczały a nie mogli sobie pozwolić na kłótnie gdyż tylko razem mieli jakieś szanse. Posiłek choć skromny był sycący. Nie odczuwali już głodu a problem pragnienia, rozwiązała woda z butelki. Dorzucono im ją do prowiantu na drogę, każdy wiedział jak trudno o czystą wodę lub choć by czas na jej przefiltrowanie, odkażenie w lesie pełnym mutantów. Słońce wzeszło już wysoko na niebie. Było około pierwszej po południu.
- Nie obchodzi mnie gdzie jest zwiadowca- Stwierdził spokojnie Michał.
Schował mapy do Placka i położył się na ziemi obserwując chmury mozolnie przesuwające się na niebie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech lecz szybko znikną. Jacek błyskawicznie zerwał się na równe nogi i począł rozglądać się po okolicy jakby spodziewać się nagle że między drzewami dostrzeże kogoś.
-Spokojnie, i tak za późno-
-Jak to ?
Jacek nie rozumiał już absolutnie nic, postawa Michała wskazywała na pewność siebie i spokój. O te cechy trudno w takich warunkach, gdy w każdej chwili można zostać zaatakowanym przez dzikie zmutowane zwierzę. Michał powoli wstał i jeszcze raz obszedł polanę dokoła wolnym krokiem. Był taki pewny siebie że zostawił nawet broń obok Plecaka. Gdyby teraz miało się coś stać był by bez szans.
-Dobra, nie wygłupiaj się tylko gadaj, o co chodzi?- Jacek przybrał stanowczy ton i poważny wyraz twarzy.
Michał był całkowicie spokojny.
-Ciebie też boli noga? Hehe, powiem ci dlaczego. To przez tamte krzaki, te przez które niedawno przechodziliśmy. Ich kolce są nasączone trucizną. Skaleczyłeś się tak jak ja i zwiadowca zapewne. W przeciągu paru godzin umrzemy?-
-Co cię tak śmieszy?! Trzeba coś zrobić! Lekarstwo?-
Jacek podwiną nogawki i obejrzał bolącą nogę. Skóra rozcięta w dwóch miejscach, tak samo jak spodnie. Krew nie ciekła choć ran była głęboka. Jacek nie mógł zrozumieć czemu nie odczuł momentu zranienia. Może tak działa trucizna? Zrozumiał szybko jednak że są zbyt Daleko od obozu i ze nie maja najmniejszych szans, usiadł spokojnie starając się za wszelką cenę opanować panujące w nim emocje. Wiedział ze stres powoduje szybsze rozprzestrzenianie się trucizny. To dlatego Michał był taki spokojny i rozluźniony. Wolał już nie ciągnąć tematu. Michał usiadł i wyją z kieszeni zdjęcia, najpewniej rodziny. Jacek postanowił swe ostanie chwile poświecić na przeczytaniu znalezionego wcześniej pamiętnika. Otworzył i zaczął czytać wpisy. Osoby piszące w pamiętniku zmieniały się i mówiły o różnych rzeczach. Nie było czasu by przeczytać cały więc czytał co piaty wpis. Po kwadransie przeszedł od razu do połowy a to co tam wyczytał zaskoczyło go. Pomimo rosnącego bólu nogi całkowicie skupił się na czytaniu zapominając o wszystkim dookoła.
18 Lipiec 2018 r.
Minęły długie godziny nim odnaleźliśmy laboratorium. Gdyby nie wskazówki na kamieniach z pewnością byśmy się tu nie dostali. Po drodze znaleźliśmy ciało jakiegoś człowieka. Miał ładunki wybuchowe. Został czymś zarażony ale widać nie znalazł lekarstwa. Pozycja wskazuje na to że się śpieszył, być może nawet biegł. Może wiedział gdzie znajdzie lekarstwo? Znaleźliśmy go przy starej chatce leśniczego. On jednak ją miną i biegł dalej. Nie wiem jak ludzie mogli wytrzymać do tej pory w tym skażonym świecie bez naszej pomocy.
W laboratorium było mnóstwo mutantów które musieliśmy przegonić. Teraz pewnie będą szukały nowego schronienia. Nie zdziwię się jeżeli teraz częściej będą atakować naszą placówkę ale jesteśmy na to gotowi.
W Laboratorium znaleźliśmy mnóstwo leków i odtrutkę jak i aparaturę do klonowania. Postanowiliśmy zabezpieczyć teren i poprosić o posiłki z bazy. Pamiętnik zostawiam w chacie myśliwego. Jeżeli ktoś jak tamten człowiek, ocalał katastrofę i gdzieś tam się błąka? niech nastawi radio na częstotliwość [tu podana częstotliwość] i słucha poleceń.
Sierżant Kotowski
Jacek niemal podskoczył, stanął na równe nogi i kopną leżącego na ziemi Michała.
?Rozglądaj się za wskazówkami na kamieniach!
-jakich kamieniach? Pogorszyło ci się?
-Tak, jest lekarstwo, musimy dostać się do laboratorium. Tam stacjonują żołnierze i doprowadzą nas do jakiejś większej ludzkiej koloni.
-Jesteś chory.
-Ty też, ale ja szukam lekarstwa a ty czekasz na śmierć.
Jacek zakończył rozmowę w momencie odnalezienia kamienia. Co nie było trudne, leżał nieopodal Michała więc Jacek nie miał problemu z dostrzeżeniem go. Była na nim zielona strzałka, jak domyślał się Jacek pozostawiona przez wojsko . Szybko chwycił plecak i ruszył we wskazanym kierunku. Michał chwile po tym również poszedł po rozum do głowy i bez słowa zabrał swoje rzeczy. Pobiegł za Jackiem który już rozglądał się kolejnymi wskazówkami. Minął kolejny kwadrans na błądzeniu i poszukiwaniu strzałek. Były zarówno na kamieniach jak i na drzewach. W końcu dotarli gdzie zamierzali. Stali przed wielkimi żelaznymi drzwiami prowadzącymi do betonowej fortecy. Jak można było się domyślić całość znajdowała się pod ziemią. W drzwiach otworzyło się małe podłużne okienko przez które widać było czyjeś oczy. Nim Jacek lub Michał zdążyli przemówić owe okienko zamknęło się. W zawiasach zaskrzypiało, ogromne drzwi stanęły otworem. Z środka było słychać radosne okrzyki w stylu ?ludzie, odnaleźliśmy ocalałych? i im podobne a z głębi dobiegał chaotyczny odgłos biegu wielu osób. Wnętrze jednak pomimo nie tak późnej pory było bardzo ciemne, nie było za wiele widać. Odgłosy biegu ucichły a gdy zapalono sztuczne światło ukazujące wnętrze bunkra. Przed drzwiami stał człowiek w wojskowym mundurze i czerwonym berecie. Był wysoki lecz nie tak dobrze zbudowany. Na jego twarzy widać było radość.
-Baza został już zawiadomiona. Nie bójcie się, to koniec waszego koszmaru. Na dole czeka was ciepłe powitanie, a za godzinę przyjadą ludzie którzy odeskortują was do kolonii-
Żołnierz wprowadził Jacka i Michała do środka a następnie zamkną drzwi. Obaj próbowali powiedzieć coś, jakoś nawiązać rozmowę z mundurowym ale nie mogli nic przemówić. Czy to zatkało ich z emocji, wrażenia czy też trucizna . Żołnierz nie zwrócił na to jednak uwagi, doprowadził ich do końca korytarza gdzie znajdowała się winda, w tym samym czasie drzwi wejściowe same się zamknęły, najpewniej były sterowane elektronicznie. Winda otworzyła się, żołnierz jednak nie wsiadł z nimi tylko nacisną guzik ?-4 Poziom? I wrócił przed wrota. Winda Zamknęła i się powoli zaczęła zjeżdżać na dół. Wciąż nie mogli wyjść z zdumienia, żaden z nich nie wiedział co czeka ich po dojechaniu na dół.
[Zostały wprowadzone drobne korekty]
Ostatnio edytowany przez
Regot 09 Gru 2008, 21:48, edytowano w sumie 4 razy