Dziś poszedłem spać o trzeciej... nawet pisanie mi się nie kleiło, ale...
Ostanie cztery strofy napisałem przed chwilą. Dał mi się we znaki brak weny twórczej,
ale mam nadzieje, że się spodoba:
Całą grupą siedzieli przy ognisku,
Sasza grał na gitarze i śpiewał,
a ton jego głosu brzmiał nisko.
Nikt nie czuł strachu, żaden się nie bał.
Nie przejęci padającym deszczem,
nie przykładali wagi do warty.
Choć było późno nie poszli spać jeszcze,
woleli żartować, rozmawiać, grać w karty.
Chciał sięgnąć po plecak lecz ten się rozpłynął.
Szybko zrozumiał że coś jest nie tak.
Do rzeczywistości myślami przypłynął,
bo zaszeleścił pobliski krzak.
Jakież to licho nie spało tej nocy?
Ich serca przeszyła niepokoju toń.
Słuch wytężyli w całej swej mocy,
a jeden z nich upadł łapiąc za skroń.
Po chwili powstał, mając w oczach mrok,
kujący pisk w uszach przerwał deszczu dźwięk.
Stał, przechylony na jeden bok,
wydał z siebie otępiały jęk.
Zginął dokładnie tam, gdzie stał.
kontroler z krzaków wypalił mu mózg.
Sasza pierwszy oddał strzał,
a głowa tamtego wydała plusk.
Bez skrupułów pozbawił go życia,
a reszta wycelowała w krzak.
Zdeformowany mutant z ukrycia,
wyszedł i zbliżał się niczym ptak.
Gdy stanął i rękę podniósł do góry,
splunęli ołowiem, jakby jeden mąż.
Dymu i prochu rozwiały się chmury,
a wredny kontroler stał w miejscu wciąż.
Padli na ziemie i przeładowali,
narastał w uszach głośny szum.
Z granatów zawleczki powyciągali,
wybuch kaptury im ściągnął z głów.
Gdy rano wstał, byli wszyscy razem,
i ten co zginął był całkiem zdrów.
Podniósł się z ogromnym kacem,
za dużo wódki wlał w swój brzuch.
Cieszył się, że już nie śnił o tym,
że są bezpieczni przy ognisku tak.
A serce mu przyspieszyło obroty,
bo zaszeleścił pobliski krzak.Sorki, że taka puenta.
Chętnie zobaczę w Waszym wykonaniu dokończenie tej historii

Ktoś czuje się na siłach, to niech spróbuje. Tytuł nie jest ważny, ale jak ktoś
ma propozycję, niech mówi, śmiało. Nie gryzę

Piszcie, jak się wam podoba. następnym razem poświęcę więcej czasu.