Oj Cysiu, Cysiu...
Sir Winston Leonard Spencer Churchil zapewne był jednym z najwybitniejszych polityków brytyjskich i zapewne światowych, ale generałem nie był. Uczestniczył jako wojskowy [bodajże podporucznik] i korespondent w walkach w Afganistanie, Kubie, Bałkanach, Sudanie, Afryce południowej.
Jako I Lord Admiralicji w czasie I WŚ reformował Royal Navy, budował w stoczniach pierwsze czołgi [nazywane początkowo "szaleństwem Churchilla"], był też inicjatorem w założeniach ciekawej akcji desantowej pod Gallipolli.
No właśnie. Nie zawsze jego pomysły taktyczne były szczęśliwe jak atakowanie w cieśninie fortów przez pancerniki, a i dobór wykonawców, szczególnie dowództwa wysokiego szczebla był fatalny. Choć zapewne na to wpływ Churchilla był tylko częściowy. Ale że doradców sobie potrafił wybierać źle, ale bezgranicznie ich słuchać, by po klęskach zrzucać na nich winę, to fakt. Wystarczy wspomnieć współpracę z adm.Fischerem czy szefem Banku Anglii Montagua Normanem.
Jako polityk był bezwzględny, co może w czasach Wojny Światowej było zaletą, ale pomysły typu strzelanie do demonstrantów w latach 20-tych czy rozkaz użycia broni chemicznej przeciw Kurdom nie najlepsze dają mu świadectwo.
O II WŚ nie będę pisał, bo wszyscy mniej więcej to znają.
Tak czy owak. Jako polityk był jednym z największych... Dzisiaj już takich nie produkują
