Doskonale się bawiłem przechodząc Bulletstorma. Dawno nie grałem w tak dynamiczną i satysfakcjonującą strzelankę.
Z początku również myślałem, że gra emanować będzie gówniarskim, gimnazjalnym humorem. Na całe szczęście nie jest ani gówniarski, ani gimnazjalny. Jest co prawda ciężkostrawny, wulgarny i niewybredny ale taki ma być, jeśli bohaterem gry jest ktoś pokroju Graysona Hunta.

Prawdziwy Twardziel powinien co jakiś czas wygłaszać dowcipne komentarze, albo kopnąć kogoś w rzyć, nie uważacie? ;P
Poziom przemocy również nie powoduje zniesmaczenia. Gra stopniowo wprowadziła mnie w tajniki gameplayu, więc miałem sporo czasu na przyzwyczajenie się do filozofii rozgrywki. Przemoc jest przerysowana i komiksowa. Podczas gry nie odbiera się jej na poważnie, dlatego rozpierducha naprawdę potrafi bawić.
Co do skillshotów, są one fabularnie wyjaśnione i bynajmniej nie wzięte z powietrza. Jest to taka trochę inna forma punktów doświadczenia. Za zdobywaną "walutę" w postaci ekspa "kupujemy" nowe bronie, amunicję i upgrady sprzętu. Jako że ilość przeciwników na poziom jest ściśle określona, chłopaki z PCFu wymyślili sposób na nabijanie dodatkowego ekspa na tym samym trupie.

Strzał w głowę, strzał w kończynę, zabójstwo dzięki wykorzystaniu otoczenia itd. Nic bardzo nowatorskiego, jeśli odstawić na bok dowcipne nazwy i wrzaski konających. Za to formuła sprawdza się przepięknie, bo człowiek nie siedzi za osłoną i nie czeka, aż mu niemiluch sam wlezie pod lufę. Żeby jak najwcześniej zdobyć co fajniejsze bronie albo ulepszenia trzeba kombinować, cały czas być w ruchu i być świadomym otoczenia. Prąc bezmyślnie naprzód za wiele się nie osiągnie, choć w grze raczej ciężko zginąć.
Fabularnie jest zaskakująco dobrze. Pościg za Serrano wcale nie jest tylko pretekstem do kolejnych aren z setkami mięcha do przemielenia. Bardzo mi się spodobało, że nie jestem fabularnie prowadzony przez jakiś cholerny głos w słuchawce, który co i rusz mówi mi co mam robić. W większości gier wytyczne dostajemy odgórnie. W Bulletstormie gracz towarzyszy głównemu bohaterowi podczas przedzierania się przez poziomy i to właśnie główny bohater przeważnie mówi nam gdzie powinniśmy się udać, albo gdzie znajduje się cel naszej wyprawy. To bardzo miła odmiana.
Co do skryptów, to są one stosowane przy okazji zwrotów akcji albo zdarzeń specjalnych, jak na przykład spektakularne ucieczki albo pościgi. Fajnie byłoby, gdybyśmy mieli wolną rękę w eksploracji świata gry, ale na potrzeby tej konkretnej historii i tak można zobaczyć spory kawałek planety.
A jest co oglądać. Pod względem grafiki jest po prostu bajecznie! Bulletstorm momentami wygląda lepiej niż Crysis 2 przy 2x mniejszych wymaganiach! Widoki nie raz zapierają dech w piersi, designerzy odwalili kawał świetnej roboty. Warto zagrać choćby dla podziwiania widoków.

Co do muzyki, to nie wybija się ponad przeciętność. Odgłosy otoczenia i ambient dopełniają obrazu ale nic poza tym. Standardowa futurystyczno- epicka nuta.
Z tego co wiem giera się nie sprzedała. Zawalił marketing produkcji. Ludzie mieli mylne wyobrażenie o Bulletstormie. Sam Chmielarz w wywiadzie dla jakiegoś polskiego sajta komentował, że popełnili ogromny błąd kładąc nacisk na pokazanie przemocy i reklamując wypruwanie flaków jako świetną zabawę... Takie rzeczy dobrze wyglądają w trakcie rozgrywki, nie na biernym filmiku. Nawet demo nie pokazywało czym ta gra jest w rzeczywistości. Przemoc wyrwana z kontekstu również nie jest dobrym materiałem na reklamę.
Epic powiedział, że nie ma zamiaru robić sequela a People Can Fly pracuje aktualnie nad zupełnie nowym tytułem. Podejrzewam, że giera również będzie strzelaniną w kosmosie i że będzie dyskretnie kontynuować i rozwijać założenia bulletstorma.