przez Terminus w 18 Lip 2011, 16:15
1. Silnik wyłącza się po lądowaniu i dokołowaniu do miejsca docelowego. Nie wyłącza się w czasie lotu ani tym bardziej an etapie przyziemienia do lądowania, bo uniemożliwiałoby to manewry unikowe. To już samo dyskwalifikuje to zdanie.
2.Praca silnika jest monitorowana przez czujniki i jest na bieżąco obrazowana w kabinie a parametry pracy silników są zapisywane w czarnej skrzynce. To oznacza, że spadek ciągu wywołany przez wyłączone silniki byłby odnotowany przez załogę, czujniki, zapisy. Jeżeli zaś nastąpiłaby w nich jakaś awaria mechaniczna to przy fakcie ich bardzo dobrego zachowania, jak sam to podkreślasz, nie ma problemu z jej wykryciem i opisaniem.
Argument o tym, że się zachowały jest śmieszny. W miarę dobrym stanie zachowały się ogólnie tylne partie kadłuba w tym silniki i stateczniki. Co z tego wynika? Nic oprócz tego, że widocznie nie były narażone na takie siły jak przednia część kadłuba, która przejęła większość energii kinetycznej i poszła w drzazgi. Podobna sytuacja miała miejsce gdy kilkanaście lat temu w górach rozbił się japoński samolot pasażerski. Dziób i przód kadługa uległ całkowitemu zniszczeniu. Tył przejął na tyle zmniejszone siły, że zachował się w lepszym stanie i przeżyło tam kilkoro ludzi. Turbina i obudowa silnika są tak konstruowane, żeby przenieść duże siły, więc nie rozlatują się na kawałki, przy każdym udarze.
A awaria mechaniczna wewnątrz turbiny wywołuje ogromne spustoszenia - patrz awaria polskiego IŁ-62M.
Cóż zwalanie katastrofy a awarię której nikt nie zauważył i nie ma na nią żadnych dowodów ani poszlak jest równie prawdopodobne jak ingerencja UFO. I równie mało frapujące intelektualnie...
CREDO [łac. Wierzę]