Dzięki Termi jeszcze raz za zainteresowanie moim pytaniem, może rzeczywiście warto się tą pozycją zainteresować, tak nawet z ciekawości jak kiedyś wyglądały gry. Chociaż do Morrowinda musiałem instalować mody poprawiające wygląd tego i owego, żeby zapalenia spojówek nie dostać, a i tak nie było rewelacji, to grafika nie jest najważniejsza - jakoś to przeboleję; ważne, żeby grywalność była. Bardziej mnie te bugi niepokoją, ale S.T.A.L.K.E.R. nauczył mnie cierpliwości więc może nie będzie aż tak tragicznie...
Z tego co pisze Ciastek z tym rozmiarem świata i że idzie się zgubić, to... morrowo

Pamiętam jak pierwszy raz odpaliłem Morrowinda i po załatwieniu tego co się dało w Seyda Neen udałem się do Balmory (pieszo, nie dlatego żebym nie miałem septimów, tylko chciałem pozwiedzać) to trochę mnie zamurowało jak zobaczyłem na mapie jaką odrobinkę świata dopiero przemierzyłem. A później gdy dotarłem do Dzielnicy Przybyszów w Vivek to już kompletnie mi ręce opadły. Przyznaję, rzuciłem grę w diabły na paręnaście dni bo stwierdziłem: to nie ma sensu - niczego w tym labiryncie korytarzy i pięter nie znajdę, a w dodatku tyle tam było tych współczynników i umiejętności, że nie bardzo wiedziałem na początku co z tym fantem zrobić. Ale potem przemyślałem to jeszcze raz, podszedłem do gry od nowa i nie żałuję bo było co robić i to przez ponad pół roku; w żadną inną grę tak długo nie grałem (mówię o przechodzeniu całej gry bez zaczynania nowej). Więc pewnie się skuszę i na tego
Buggerfalla. Jak słuch po mnie zaginie, to znaczy, że podciąłem se żyły z frustracji

Co do Obliviona, to zgodzę się z Terminusem, że nudny jak przysłowiowe flaki, chociaż podobały mi się misje dla zabójców, a jeszcze bardziej dla złodziei - lepsze trochę jak w Morrowindzie choćby dla tego, że BN-y chodziły spać i można było poczuć się jak prawdziwy złodziej buszujący po nocy po zamkach albo domach zwykłych obywateli. I trochę miłych nawiązań, np. do zadań z Morrowinda (choćby misja ze szczurami dla gildii wojowników), sympatyczna mini gierka ze zwiększaniem nastawienia rozmówcy, ale z drugiej strony brak możliwości sprowokowania go do ataku (no chyba, że coś przeoczyłem). Ale to ciągle za mało żebym polubił tę grę - wątek główny krótki, prosty jak drut, a w dodatku robiony jakby na siłę i bez żadnego polotu, ukończyłem go chyba tylko z konieczności. Zadań pobocznych też mizerna ilość, mało organizacji czy rodów znanych z poprzedniej części, uboga literatura. Za to masa uproszczeń, spartaczone zaklinanie,
fast travel i
level scaling, i długo mógłbym jeszcze wymieniać. A co najgorsze - gra brzydka jak mój sąsiad. Nie chodzi mi o grafikę, ale o tzw.
*dyzajn - szczyt kiczu i tandety w wyglądzie zbroi, broni, zwykłych szpargałów (gdzie to multum misek, butelek, albo chitynowe czy indorilskie zbroje z poprzedniej części), nieciekawa architektura, zbyt pospolita jak dla mnie (gdzie te gliniane redorańskie chaty i ich wnętrza, miasta "na wodzie" albo we wnętrzach drzew, o wspaniałych jaskiniach mieszkalnych już nie wspominając). Różnorodność pod względem regionów geograficznych już nie taka imponująca: ech, w Morrowindzie z jednej strony wyspy i wysepki Sheogorad czy Wybrzeża Azury, albo malownicze nizinne Pastwiska czy bagniste Gorzkie Wybrzeże a z drugiej nieprzyjazne, jałowe wulkaniczne ziemie Molag Amur poprzecinane potokami lawy; w Oblivionie niestety jakoś wszędzie tak podobnie. Fauna i flora też niczym nie zaskakuje - kto nie lubił podziwiać migocących nocą świetlików russula albo netchów szybujących niespiesznie nad naszą głową ten bida

Yzyn yt bjutyful?

W wielkim skrócie - Oblivion mi się nie podoba.