
- M3Fis70.
Nie wiem, po co żeś się do nich w ogóle odzywał, jak miałeś z nimi wcześniej do czynienia i wiesz, że przypieprzają się z powodu byle czego. Oczywiście dla nas, bo dla nich to są paragrafy. Ja miałem akcję (którą parę postów wyżej opisałem) i równie dobrze mogli mi dać mandat i zawinąć na izbę. Bo się darłem na nich i byłem solidnie nietrzeźwy. I wina leżałaby tylko po mojej stronie, po co tam piłem? Mogłem w domu i nikt by się nie czepiał.I tu to samo się kłania. Przeszedłbyś obok, nic się nie odzywał i nic by nie było. A tak to masz.
W dzisiejszych czasach najlepsza obrona jest chyba w myśl: "Broń się sam" tzn. broń (jak umiesz) albo spieprzaj, jak widzisz, że będzie sieczka i nie masz szans, albo nie umiesz. Na Policję bym zbytnio nie liczył w takich przypadkach, ale czasem mogą pomóc. Dlatego argumenty, gdzie byli jak mnie bili, są nietrafne. Wszędzie być nie mogą, zresztą u mnie w mieście, w centrum, na deptaku, też można wyłapać wpie*dol, były takie akcje, były. I nikt nie reagował. Jak przyjechał radiowóz to było już po fakcie. Nie to, żebym Policji bronił (bo sporo można im zarzucić), ale też nie hejtuje ich. Policja w państwie musi być i tyle, a jaka jest, taka jest. Nic do nich nie mam, to i nie muszę się z nimi użerać.
A tak na marginesie:
Wkurza mnie za to pokolenie JP. Bo to, kto jakie ma o Policji zdanie, to niech ma, jego brocha, olewam to. JP - młodzi gniewni. Argumenty - bo mnie spisali za piwo pod blokiem, za darcie ryja na osiedlu o 1 w nocy, za bójki pod dyskoteką, za rozwalony przystanek itp. Sami sobie winni. Nie dawać powodów, to się nie będą czepiali. Ja też sporo w życiu namieszałem za młodu, święty nie byłem, ale tylko miałem 2 razy styczność z mundurowymi. Oba przypadki z mojej winy. Jakbym nie burał, albo zachowywał się na mieście jak trzeba, tobym nie miał kontaktu z Policją. Tyle w temacie.