Miałem okazję zagrać w dwie pierwsze części Call of Juarez. Jedynka była całkiem strawna, wiadomo, etapy z Ray'em były dla mnie zdecydowanie najbardziej grywalne, ale przy fragmentach z Billy'm też było całkiem w porządku - do dziś pamiętam zaczajanie się z łukiem pośród jakichś krzewów.

Dziś wystawiłbym tej grze ocenę 8/10, bo jednak miała parę niedociągnięć. Mordęgą był dla mnie etap, w którym trzeba było wspinać się po górze po pióro orła
"Więzy Krwi" pochłonęły mnie bez reszty. Kiedy tylko było można grałem Ray'em, raczej z sentymentu niż sympatii do tej postaci. Grę skończyłem w bodajże 6 godzin. Nie powiedziałbym, że po mnie spłynęła, ale jakoś nie chciało mi się już wracać i spojrzeć na różne wydarzenia z perspektywy Thomasa. Spodobała mi się możliwość wykonywania zadań pobocznych i kupowania broni, to dosyć ciekawy element, który można było w jakiś sposób rozwinąć. Grze wystawiam 9.5/10.
Został jeszcze The Cartel, na który, mimo wielu negatywnych opinii na temat tej gry, chyba skuszę się razem z nowym CD-Action. Mam nadzieję, że gra nie spłynie po mnie jak większość produkcji tego typu, w które ostatnio grałem. Jeśli mi się nie spodoba to wracam do Więzów Krwi

Nowy "Gunslinger" wraca do klimatów Dzikiego Zachodu i jestem pewien, że to wyjdzie grze na dobre. W końcu niewiele jest produkcji, które biorą pod lupę ten właśnie temat i CoJ powinno być rozpoznawane właśnie ze względu na okres, w którym osadzona jest gra. Trochę szkoda, że porzucony zostanie temat braci McCall, ale ich historia jest już zakończona i jakieś kolejne prequele nie wyszłyby serii na dobre. Co dostajemy w zamian? Legendarnych przestępców z Dzikiego Zachodu, czyli Billy Kid i tak dalej. Cóż, akcji na pewno nie zabraknie, może, ze względu na tych właśnie przestępców, wcielimy się w jakiegoś stróża prawa? Byłoby ciekawie.