Ja bym się bardziej czepiał Mazowieckiego za Okrągły Stół, Magdalenkę, niż za stalinizm. Chociaż jeśli faktycznie pisał coś takiego:
http://wmeritum.pl/zapomniane-przemilcz ... wieckiego/ - to powstaje pytanie - czy musiał? Chciał się wykazać, miał osobiste "zatargi" z Wyklętymi, że pisał o tych ludziach jak o wrogach? Nie znam źródeł tego kolesia, może to brzmiało inaczej, tu jest wyrwane z szerszego kontekstu, dlatego nie będę grzmiał, bo to mnie akurat mnie interesuje.
Ciekawszy jest 1988/1989. Rozmowy w Magdalence, jakby nie było - współpraca z komunistami. Mógł się uprzeć, nie iść na współpracę. Być może to wszystko padłoby nie w 1989, a w 1990, 1991, czy 1992, z lepszym skutkiem dla Polski.
Ale z drugiej strony czasem dochodzę do wniosku, że nie można było wiele więcej zrobić. Musiałaby być jednolita opozycja, a nie konglomerat prawolewoczegoś.
I w świetle tego wszystkiego Mazowiecki dla mnie nie jest zwycięzcą w czymkolwiek, tylko "ofiarą losu", człowiekiem który po prostu trafił w pewnym czasie w pewne miejsce. Bardziej mi go żal, niż miałbym go o coś oskarżać, podniecać się jego rolą też nie mam zamiaru. Ale czy zasłużył sobie na żałobę narodową? No nie wiem.
PS "O zmarłych mówi się dobrze, albo wcale" - tej "zasady" nigdy nie pojmę. Kretyńska hipokryzja i wymazywanie na siłę ewentualnych win nieboszczyka. Nie piję tu konkretnie do szm, tylko o ogół mi chodzi.