Dla mnie ten przewrót na Ukrainie przede wszystkim jest nielegalny. Nie mówię tutaj o doszukiwaniu się kruczków prawnych pokroju sprawy Trynkiewicza, ale o zamachu na normy konstytucyjne, które stanowią fundament funkcjonowania tego państwa. Wyczytałem, że decyzję o odwołaniu Janukowycza podjął ukraiński parlament, stwierdzając równocześnie, że prezydent '' zrzekł się urzędu ''. Taa... najlepsze, że już następnego dnia po przewrocie '' były '' prezydent zdementował to, mówiąc, że on nadal uważa się za osobę sprawującą funkcję głowy państwa ukraińskiego. Ewidentnie procedura z art. 109 nie została zachowana, więc z prawnego punktu widzenia W.Janukowycz nadal sprawuje funkcję prezydenta Ukrainy. Nawet jeśli opozycjoniści nie chcieli zaczekać na następne wybory prezydenckie, Rada Najwyższa Ukrainy miała do dyspozycji jeszcze artykuły: 110 i 111, lecz nikt nie skorzystał z tych procedur, bo proces odwołania znacznie by się przedłużył, a jeszcze ( nie daj, Boże ) okazałoby się, że np. komisja lekarska czy śledcza nie stwierdzi podstaw do odwołania Janukowycza. I jeszcze jedna sprawa - w konstytucji jak byk stoi, że nawet, gdy prezydent przedterminowo zaprzestanie sprawowania obowiązków, to funkcję tą do następnych wyborów przejmuje premier ( art.112 ), którym był wówczas S.Arbuzow, a nie jakiś O.Turczynow - były szef bezpieki z czasu prezydentury Tymoszenko.
No i jeszcze należy zwrócić uwagę na zachowanie protestujących. W Polsce organizatorzy demonstracji najpierw wraz z odpowiednią władzą lokalną uzgadniają trasę przemarszu, dbają o zabezpieczenie pochodu i zabiegają o uznanie jej celów za legalne. Bardzo rzadko dochodzi do aktów agresji skierowanych w stronę przeciwników czy policji, choć często znajdzie się niewielka grupa troglodytów, którzy nie zrozumieją idei demonstracji - pokazania strukturom władzy publicznej siły liczebnej opozycji, przedstawienia swoich racji lub wywarcia presji na władzach o uznanie ich postulatów czy wprowadzenie korzystnych regulacji prawnych. Ale nie na Ukrainie. Tutaj wolą obrzucać milicję/wojsko koktajlami Mołotowa oraz kamieniami, naparzać kijami bejsbolowymi oraz strzelać do osób broniących budynków administracji. Zapewne też nikt nie będzie odpowiadał za śmierć kilkunastu milicjantów, którzy po prostu wykonywali swoje ustawowe obowiązki.
Manifestanci nawet nie chcą zaczekać do następnych wyborów prezydenckich/parlamentarnych, pomimo że w czasie swojej kadencji Partia Regionów, nawet jeżeli w ostatnich dniach nierozsądnie zaostrzono przepisy prawa o zgromadzeniach, nie wprowadzała niekorzystnych dla opozycjonistów zmian w ordynacji wyborczej. Dla mnie nie są oni bojownikami o wolność i bohaterami, ale zwykłymi, sfrustrowanymi bandytami i terrorystami. I nie ma dla mnie znaczenia, jaką część manifestantów stanowili tzw. ''banderowcy''.
Odwołano osobę, która sprawowała urząd na podstawie woli obywateli, którą wyrazili w 2010 r. Po zwycięstwie W.Janukowycza w drugiej turze zagraniczni obserwatorzy oświadczyli, że nie dopatrzyli się większych nieprawidłowości przy wyborach, a Sąd Konstytucyjny Ukrainy nie uznał racji Tymoszenko, która wnosiła o unieważnienie wyborów prezydenckich z powodu domniemanych fałszerstw. Nawet jeżeli zdarzały się wówczas pewne oszustwa w lokalach wyborczych, to były one na niekorzyść przede wszystkim innego kandydata na stanowisko prezydenta - A. Hrycenki. Telewizja nieobiektywnie przedstawia protesty, gdyż na rożnych portalach internetowych można wyczytać, że Partia Regionów nadal ma większość w sondażach, a we wschodniej części państwa urządzane są kontrdemonstracje zwolenników Janukowycza.
Według mnie, do wojny nie dojdzie, gdyż cel w postaci faktycznej kontroli nad Półwyspem Krymskim i utrzymania Ukrainy w strefie swych wpływów może Rosja osiągnąć w prostszy sposób. Moim zdaniem, Flota Czarnomorska ma za zadanie samą swoją obecnością powstrzymać armię ukraińską przed wkroczeniem na Krym i szybkim ukróceniem dążeń niepodległościowych mieszkańców półwyspu aż do czasu przeprowadzenia przez władze lokalne referendum niepodległościowego. I może jeszcze dla pewności pozostanie w gotowości bojowej jeszcze kilka następnych miesięcy lub dłużej.
Prezydent Putin najprawdopodobniej będzie utrzymywał na forum międzynarodowym, że chce tylko zapewnić bezpieczeństwo ludności rosyjskiej, która na Krymie stanowi większość mieszkańców, a może nawet przedstawi Rosję jako piewcę idei demokracji i wolności, gdyż przyczyni się ( być może ) do ''wyzwolenia'' i państwowego samookreślenia ''uciemiężonej'' ludności półwyspu. Putin będzie dążył do tego, aby Półwysep Krymski odłączył się mocą decyzji mieszkańców od reszty państwa ukraińskiego, a w ciągu najbliższych 10 lat będzie zachęcał ludność do wstąpienia do Federacji Rosyjskiej. Zachód w sposób stanowczy nie zareaguje, bo w końcu Ukraina nie należy ani do Unii Europejskiej, ani do NATO i w związku z tym do niczego nie są zobligowani. A ONZ będzie dalej ''wyrażać niepokój z powodu sytuacji na wschodzie''.
Rząd ukraiński zapewne nie da się sprowokować, gdyż wie, że w najgorszym przypadku skończy się to pogromem armii ukraińskiej, a ponadto w przypadku ataku władze wielu państw uznają stronę ukraińską za agresora, który nie dość, że zdobywa władzę w niekonstytucyjny sposób, likwiduje autonomie i prześladuje ludność nie-ukraińską, ale też przyczynia się do sprowadzenia na Europę konfliktu zbrojnego.
W moich oczach, nasi wschodni sąsiedzi swoimi ostatnimi ekscesami po raz kolejny udowodnili, że Ukraina to jeszcze dzicz, gnomy,trolle, dwa słońca i dwa księżyce. Wydaje mi się, że swoim antydemokratycznym postępowaniem na najbliższe 15 lat zniechęcili Unię do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Chciałbym też zobaczyć gęby Ukraińców, gdy za kilka tygodni dowiedzą się o znacznej podwyżce cen gazu z Rosji ( tak o 50% ), a na dodatek o wprowadzeniu zakazu sprzedaży towarów pochodzących z Ukrainy na terenie Federacji Rosyjskiej. Ludność zacznie się burzyć, partie prorosyjskie będą zdobywać kolejne głosy poparcia i za kilka lat doczekamy się powtórki z rozrywki.
