Nikt tu chyba nie wspomniał o jednej z pierwszych kasowych produkcji wojennych w stylu Hollywood, ze świetnymi rolami: Clinta Eastwooda i Richarda Burtona, a więc:
1."Tylko dla orłów" , wer. ang.: "Where the eagles fly".
Na mnie ten właśnie film zrobił olbrzymie wrażenie, przede wszystkim za akcję, fabułę i mroczny, szpiegowski nieco klimat głęboko w górach, a jazda na daszku kolejki linowej nad przepaścią to (wtedy!) było naprawdę coś.
Poza tym, cały pic na plus wcześniej robionych filmów polegał na utrzymaniu akcji, napięcia , klimatu i przede wszystkim brawurowo i profesjonalnie zagranych ról.
A dzisiaj? Wszystko można zatuszować odpowiednią grafiką komputerową, efektami specjalnymi, a do tego wstawić parę przy głupawych tekstów ni-to-żart-ni-to-poważnie (najlepszy przykład: "Zabójcza broń", choć nie wojenny) + nowoczesne giwery i duuużo wystrzałów + rozwalanie aut i tyle.Jest akcja? Jest, ale nie wynika z tzw. napięcia i grozy sytuacji, czy fabuły tylko z tego co powyżej.
Ale nie jest aż tak źle, bo poza tym filmem j/w to w/g mnie:
2.Szeregowiec Ryan - super czad.
3.Helikopter w ogniu - odjazd na max.
4.Pluton - realia wojny w Wietnamie.
5.Czas apokalipsy - jak w Pluton.
6..O jeden most za daleko - duży rozmach i realia II wojny.
7.Wróg u bram - treść, fabuła.
8.Działa Nawarony - akcja, napięcie.
9..Złoto dla zuchwałych - ale to już bardziej taki western wojenny na wesoło jakby.
Tyle
P.S Microtus - wspaniały ten kawałek z filmu "Stalingrad", szkoda, że go nie oglądałem w całości, ale walka Niemców z Sowietami rewela
